Ogromny krajobraz wciąż nieodkrytych albumów lat 60 i 70-tych usiany jest perełkami o różnym stopniu geniuszu. Łatwo jest zgubić się w ciemnych króliczych norach YouTube’a, lub przekopać się przez tysiące płyt kompaktowych i winylowych wydobywając z nich relikwie godne ponownego odkrycia. Nie mniej wyławianie ich przez muzycznych poławiaczy pereł jest tak samo ekscytujące jak ich późniejsza prezentacja. Oto kilka pozycji, które wpadły w moją sieć przez ostatnie letnie miesiące.
TERJE, JESPER & JOACHIM (1970)
To przełomowe duńskie trio grające psychodelicznego rock zostało założone w 1965 roku. W jego skład wchodzili Terje Barnholdt (perkusja), Jesper Schmidt (gitara, fortepianie i wokal), oraz Joachim Ussing (bas). Początkowo nazywali się The Unknown i występowali na szkolnych potańcówkach i konkursach muzycznych. Z biegiem czasu regularnie grali w hipisowskich klubach. Autorski materiał przeplatali coverami Rolling Stones, The Kinks i wczesnego Pink Floyd. W 1968 roku dotarli do finału krajowego konkursu „Młodych talentów” transmitowanego na żywo w duńskim radiu. Improwizowany acid rockowy materiał spotkał się z entuzjastyczna reakcją słuchaczy. Szczyt ich twórczości przypadł na lato 1970 roku. To wtedy nagrali swój jedyny album w Spectator Studios w Aalborgu. Mimo technicznych wyzwań w trakcie trzydniowej sesji, zespół uchwycił swoje charakterystyczne brzmienie, na które złożyła się mieszanka riffów przepełnionych efektem wah-wah, rytmów przesiąkniętych bluesem i niepohamowana energia. Utwory takie jak „Ricochet” i „We Got To Leave” są ucieleśnieniem ich surowego i dynamicznego stylu.
Choć zespół rozpadł się w 1973 roku, ich jedyny album, który Shadoks Music wydał na kompakcie w 2007 roku, uznawany za żywy obraz duńskiej sceny psychodelicznego rocka zyskał status kultowego. Terje, Jesper & Joachim szanowani za nieustraszoną kreatywność i awangardowe brzmienie. pozostają do dziś ważnym elementem kontrkulturowego dziedzictwa tamtej epoki.
SUDDEN DEATH „Sudenlly…” (1972)
Sudden Death został założony w Pasadenie (Kalifornia) w 1971 roku przez wokalistę Grega Magie, gitarzystę Joeya Dunlopa, basistę Johna Binkleya i perkusistę Charlie Browna. Zespół uosabiał surową energię heavy rocka czerpiąc inspiracje z muzyki Black Sabbath, Deep Purple i Uriah Heep. Ich zwarte i intensywne występy na żywo zapewniły im miejsce w gronie finalistów w ogólnokrajowym konkursie zorganizowanym przez Epic Records, którego celem było znalezienie „amerykańskiej odpowiedzi na Black Sabbath”. Jedyne nagranie zespołu – demo wyprodukowane przez legendarnego Kima Fowleya – zostało zarejestrowane w marcu 1972 roku w Columbia Studios w Los Angeles. Sesja zaowocowała ośmioma oryginalnymi utworami, w tym „My Time Is Over”, „Crazy Ladies” i grzmiący „Fugit Orchard”. Demo nagrane na żywo, bez dogrywek uchwyciło dynamiczną energię i ciężkie brzmienie zespołu. Większość z tych utworów została zaprojektowana tak, aby wykorzystać gitarowy talent Joeya i wszystkie, poza wolniejszymi, miały charakter jam sessions. Filozofia zespołu opierała się na założeniu, że utwory zrodzone z improwizacji będą dobrymi utworami. Ciekawe i wcale nie takie złe podejście. Podczas występów jego solówki trwały pięć – dziesięć minut. Pomimo potencjału i wsparcia Fowleya zespół pozostał bez kontraktu i rok później się rozpadł. Przez długie lata demo pokryte grubą warstwą kurzu zostało w połowie lat 90-tych odnalezione i wydane w limitowanym nakładzie przez Rockadelic na winylowej płycie zatytułowanej „Sudenlly”.
Dużo większy nakład zapewniła firma Ancient Grease wydając go ponownie w 2023 roku. Choć Sudden Death działał krótko ich muzyka przetrwała jako świadectwo pasji i determinacji zespołu, który nie chcąc być klonem Black Sabbath odważył się dążyć do wielkości na własnych zasadach. I za to bardzo go cenię!
GALAXIS „Galaxis” (1974)
Byli potęgą niemieckiej sceny hard rockowej, znaną z miażdżąco ciężkich występów na żywo. Brzmienie Galaxis było elektryzującą mieszanką szybkich rytmów, znakomitego wokalu i grzmiących riffów. Czteroosobowy kolektyw, który tworzyli Wolfgang Chilla (wokal), Claus de Crau (gitara), Wolfgang Richter (bas) i Edgar Geffroy (perkusja), plus Holger Kampmann (roadie) i Ewald Phillips (menedżer/technik) do każdego występu wnosił surową, potężną energię. Zespół powstał w Duisburgu w 1971 roku i szybko wspiął się na szczyty regionalnego obiegu muzycznego dzieląc sceny z takimi legendami jak Scorpions, Eloy i UFO. W ich repertuarze obok oryginalnych utworów znalazły się starannie dobrane covery wśród których wyróżniał się między innymi „Sweet Leaf” Black Sabbath. Do najważniejszych osiągnięć zespołu należy kultowy plenerowy koncert z UFO na Majorce. W 1974 roku nagrali singla „Someone Needs Your Love” będący kolekcjonerską perełką oddającą w pełni ich nieprzefiltrowane ciężkie brzmienie. Choć zespół rozpadł się w 1975 roku jego dziedzictwo przetrwało do dziś. Retrospektywne wydawnictwo „Galaxis” wydane w 2024 roku zawiera rzadki singiel i niewydane dema pokazujące ich pionierskiego ducha. W imieniu zespołu zapraszam do ponownego odkrycia czasów, gdy rock był czysty, możliwości nieograniczone a przyjaźnie silne.
GRAND THEFT „Hiking Into Eternity” (1972)
Grand Theft był jednorazowym projektem trzech członków zespołu Bluebird z Seatle w 1972 roku. To, co zaczęło się jako żart i uszczypliwy komentarz do bombastyczności zespołów pokroju Grand Funk Railroad i Led Zeppelin szybko przerodziło się w coś surowego, prawdziwego i całkowicie ich własnego. Warczące riffy gitarowe Dave’a Baroha, grzmiący bas Kevina Marina i pierwotne, ostre bębny Phila Klitgaarda przebijały się jak grzmot pioruna w burzliwą noc. Ich longplay nagrany podczas jednej chaotycznej sesji uchwycił moment czystej energii tria. Utwory takie jak „Scream (It’s Eating Me Alive)” i „Closer To Herfy’s” wybuchały z napędzanych kofeiną późnonocnych żartów i ciętego dowcipu. Przy pomocy radiowego DJ-a i managera Burla Barera, album zyskał regionalny rozgłos, promocję na „wymarzoną randkę w ciemno z zespołem”, a nawet uznanie samego Lestera Bangsa z „Rolling Stone”. Występy na żywo – spontaniczne, ogłuszające blitzkriegi – były rzadkością, ale legenda Grand Theft rosła jeszcze długo po jego rozpadzie. To, co zaczęło się jako przelotny żart, stało się proto metalową ciekawostką, dziką kartą w talii rocka początku lat 70-tych pozostając świadectwem nieposkromionego ducha rocka i pierwotnego krzyku przeciw utartym konwencjom. Płyta „Hiking Into Eternity” jest reedycją kasety magnetofonowej z 2012 roku zawierająca zróżnicowany materiał. Pierwsze cztery utwory to dema nagrane przed skromną publicznością; kolejne cztery pochodzą z płyty z 1972 roku, a dwa ostatnie z drugiego, nigdy nie wydanego albumu.
VIOLENCE FOG „Violence Fog/Jerusalem” (1971)
A oto kolejny zapomniany i krótko działający zespół z Niemiec założony w 1969 roku w Baden-Baden. W swojej muzyce łączył surowe brzmienie przesycone gitarowym fuzzem z bluesowymi solówkami w brytyjsko-amerykańskimi stylu. Klimaty, wahają się od energetycznych po nastrojowe i hipnotyczne, a psychodeliczne jam sessions ubarwiają solówki dwóch flecistów. Mając rzeszę oddanych lokalnych fanów występowali w klubach muzycznych i ośrodkach młodzieżowych wzbudzając zachwyt psychodelicznymi pokazami świetlnymi towarzyszącymi ich muzyce. W repertuarze zespołu znalazły się zarówno autorskie utwory, jak i covery, w tym „Paint In Black” Rolling Stonesów, którego wielkim fanem był wokalista i flecista Wolfgang Höfer. 23 kwietnia 1971 roku weszli do radia SWF gdzie nagrali pięć utworów. SWF była niemiecką regionalną stacją radiową z Baden-Baden, która w latach 1970–1975 zapraszała młode i obiecujące zespoły do grania i nagrywania w swoim studiu, a następnie prezentowała je swoim słuchaczom. To była świetna, czasem jedyna okazja dla młodych, początkujących zespołów, aby w profesjonalnym studiu nagrać swoją muzykę. Wiele z tych taśm przez długi czas uważano za zaginione, ale te ocalałe zostały zremasterowane i po latach wydane na płytach przez Long Hair. Violence Fog zagrali tego dnia wściekłego psychodelicznego rocka z bluesowymi solówkami opartego na potężnym brzmieniu dwóch gitar: Karl-Heinza Höfera, brata Wolfganga i Erno Dernova. Większość utworów zawiera także luźne solówki na flecie, a niekończące się gitarowe zwroty akcji z dynamiczną perkusją podczas jamowania to krautrock w najlepszym wydaniu!
Pomimo talentu i rosnącej popularności, Violence Fog rozpadli się wkrótce po zakończeniu nagrań dla SWF głównie z powodu innych zobowiązań zawodowych. Gitarzysta Enno Dernov i perkusista Herbert Brandmeier kontynuowali swoją muzyczną podróż dołączając do zespołu Jud’s Gallery; później Dernov przyłączył się do Brainstorm (płyta „Second Smile”). Bracia Höfer podążyli inną ścieżką i skupili się na muzyce folkowej. Choć ich wspólny czas był krótki, Violence Fog pozostaje fascynującym rozdziałem w historii niemieckiego, dynamicznego rocka psychodelicznego. Radiowe nagrania ukazały się w 2001 roku na wspólnej płycie z soft rockową grupą Jerusalem (nie mylić z brytyjskim zespołem), która powstała w Baden-Baden w tym samym czasie co Violence Fog. I podobnie jak oni nie przetrwała długo; gitarzysta Jerusalem zginął w wypadku motocyklowym wkrótce po nagraniach, co doprowadziło do rozwiązania zespołu.
TAPIMAN „Hard Drive” (1971)
W 2017 roku jedna z kilku ulubionych przeze mnie wytwórni reedycyjnych odkryła znakomite, doskonale zachowane nagrania jednego z moich ulubionych najcięższych hiszpańskich zespołów rockowych jakim był Tapiman. To niesamowite power trio miało na swym koncie dwie duże płyty i kilka singli nagranych w latach 1972- 1980. Surowy bezlitosny riff pełen pulsujących linii basowych Pepe Fernándeza, metronomiczna perkusja legendarnego Tapi’ego (ex-Máquina!) i ostra jak drut kolczasty drapieżna gitara Miguela Ángela Núñeza na pewno przyciągnie miłośników ciężkiego brzmienia. Płyta „Hard Drive” zawiera ekskluzywny, niepublikowany wcześniej materiał z 1971 roku, co podnosi jej wartość. Krótki instrumentalny „Eight” pojawia się w dwóch wersjach: elektrycznej i akustycznej, dzięki czemu możemy prześledzić jego ewolucję nawet jeśli na pozór brzmi to jak niedokończony rozgrzewkowy jam. Prawdę mówiąc wolę tę łagodniejszą, lekko jazzową wersję akustyczną… „Time On Space” to zadziorny numer pełen smakowitych zagrywek demonstrujący zbiorowy kunszt zespołu. Zupełnie inaczej jest w przypadku „Before Last Minute”, które dodaje porywającą solówkę na klawiszach, a płynący „Long Sea Journey” być może sprawi, że niektórzy ponownie zwrócą uwagę na Canterbury. Z kolei „No Control” to ciężki, blues rockowy numer przywodząc na myśl Lesley Westa i Mountain, zaś marzycielska wersja „Planet Caravan” Black Sabbath jest wisienką na torcie tej płyty, którą gorąco polecam!!!






































