ARABSKI DIAMENT: OSIRIS „Myths And Legends” (1984)

Nie od dziś wiadomo, że muzyka rockowa nie zna granic i gra się ją z wielkim powodzeniem na całym świecie. Cieszę się bardzo, gdy do mojej płytowej kolekcji dołączają płyty z Ameryki Łacińskiej, Azji, Australii, Afryki. Niektóre z nich gościły już w ROCKOWYM ZAWROCIE GŁOWY. Słucham je zawsze z wielką i niekłamaną przyjemnością, Poziomem wykonawczym, wyobraźnią muzyczną, czy produkcją wiele z nich nie ustępuje krążkom nagranym przez europejskie i amerykańskie zespoły. Ba! częstokroć biją na głowę pozycje, które uważamy powszechnie za podstawowy kanon rocka. A jeśli trafi się perełka art rocka z całkiem malutkiego i bardzo odległego kraju moja radość jest wówczas podwójna.

Rock progresywny tak naprawdę umarł śmiercią naturalną w drugiej połowie lat 70-tych XX wieku, kiedy na Wyspach rozszalała się era punk rocka. Ale, że nic na tym świecie nie jest wieczne, umarł wkrótce także i ten gatunek, a po  jego erze powstała nihilistyczna dziura. Do głosu doszła muzyka disco, plastikowy new romantic, syntezatorowy koszmarny pop. Iskierka nadziei zaświtała w momencie pojawienia się debiutu Marillion „Script For A Jester’s Tear” (1983), która przywróciła moją wiarę, że jednak rock progresywny się odrodzi. Czekaliśmy na ten moment dość długo. Co prawda jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale… Sukces kolejnych płyt Marillion pociągnął za sobą inne zespoły: IQ, Pendragon, Pallas, Jadis, Twelfth Night…  Powoli odradzała się nowa fala tzw.  neoprogresywnego rocka która dotarła nawet do tak egzotycznego jak dla nas miejsca na Ziemi jakim jest  Bahrajn!

BAHRAJN to mały, mega bogaty w ropę emirat arabski w Zatoce Perskiej. Próżno jednak szukać tu pięknej flory i fauny. Cały Bahrajn to tak naprawdę pustynia i słone bagna. Prawie żadnej roślinności poza sucholubnymi palmami i prawie żadnych zwierząt. W stolicy (Manama) mieszka 120 tys. Arabów, najwyższy szczyt ma wysokość połowy Pałacu Kultury, a w całym kraju nie ma ani jednej rzeki. Kultura arabska wciąż jest nam obca. Widok kompletnie  pozasłanianych kobiet w czarnych szatach nawet na głowie przy temperaturze +42 jest lekko szokująca dla przybyłego Europejczyka przyzwyczajonego do nagich pępków i biustów w letnie gorące miesiące. Uzyskana niepodległość w 1971 roku spowodowała, że zyski ze sprzedaży ropy naftowej są inwestowane na miejscu. Bogactwo i architektoniczny przepych bije w oczy na dużą odległość.

Fragment widoku na Zatokę Bahraińską od strony lądu.
Fragment widoku na Zatokę Bahrajską od strony lądu.

Pochodzący z dalekiego i egzotycznego Bahrajnu zespół OSIRIS powstał w 1979 roku z inicjatywy braci Al-Sadeqi zafascynowanych muzyką grupy Camel i Genesis. Najstarszy z nich, gitarzysta i wokalista Mohamed, perkusista Nabil i wokalista Sabah namówili swych przyjaciół: basistę Ali Konhji, oraz dwóch klawiszowców Abdul Razzak ArianaNader Sharifa do wspólnego muzykowania. Nazwę zaczerpnęli z egipskiej mitologi. Miała ona symbolicznie nawiązywać do niedawno odzyskanej wolności. Przypomnę, że  Ozyrys to bóg śmierci, ale też i odrodzonego życia. To także Wielki Sędzia zmarłych.

Osiris (1980)
Osiris (1980)

Debiutancki album zatytułowany po prostu „Osiris” nagrali w 1981 roku. Z braku profesjonalnego studia cały materiał został zarejestrowany w… Malezji! Trzy lata później stworzyli „Myths And Legends”, który szczęśliwym zrządzeniem losu trafił w moje ręce. Niestety z braku dystrybucji nagrania te przeleżały kilka lat w „szufladzie”. Odkryła je dopiero niezawodna, mała francuska wytwórnia płytowa Musea specjalizująca się w wyszukiwaniu i wydawaniu płyt młodych, nieznanych zespołów progresywnych. Czapki z głów przed ludźmi z Musea!

Osiris "Myths And Legends" (1984)
Osiris „Myths And Legends” (1984)

Album „Myths And Legends” to kawał autentycznego art rocka, tyle że późno wydany. Sześć spośród siedmiu utworów, które znajdują się na płycie nagrano w lipcu 1984 roku w nowiutkim Eagle Studio Bahrain. Prace pod okiem inżyniera dźwięku Grahama Carter-Dimmocka trwały pięć dni. Pośpiech był tak wielki, że ostatnie nagranie,  „The Power”, dokończone zostało już w domowym prywatnym studio braci Al-Sadeqi w styczniu roku następnego. Pomimo pośpiechu, pomimo złożoności muzyki zespołowi udało się nagrać album wysokiej jakości. Całość wydała Musea w grudniu 1995. Taki gwiazdkowy prezent pod choinkę dla wszystkich miłośników muzyki tego gatunku.

Tył okładki
Tył okładki

„Myths And Legends” to czysty, piękny progres. Coś pomiędzy starym dobrym Camel i Genesis z małą domieszką Caravan. Rozbudowane, gęste, soczyste (podwójne) klawisze przywodzą też momentami na myśl nagrania ELP – ot choćby wstęp do pięknego, najdłuższego dziewięciominutowego „Wasted”. Nie mniej temu akurat utworowi najbliżej jest moim zdaniem do klasycznej płyty „Moonmadnes” Camel i odrobiny „Black Noise” kanadyjskiego FM choć nie brak tu ostrej gitary rytmicznej wymieszanej z całą paletą organowo – syntezatarowych dźwięków. Cała płyta skrzy się zresztą od tych fantastycznych solówek klawiszowych, które współgrają z nie mniej cudownymi, solowymi partiami gitary prowadzącej. Ktoś tu naprawdę kochał brzmienie i styl Andy Latimera! Już tytułowy utwór potwierdza, że mamy tu wiele znakomitych melodii na gitarę i syntezator. „Free Like The Wind” ociera się o symfoniczne niemal brzmienie grupy Yes. Z kolei „Voyage” to jeden z najlepszych utworów. Zaczyna się delikatnie, a potem kilka razy zmienia się nastrój. Nie ma tu wirtuozerii na pokaz, jedynie entuzjazm, romantyzm w dobrym tego słowa znaczeniu i instynkt harmonii.  Nikt tu nie kombinuje, nikt też nie sili się by jego instrument był tym pierwszoplanowym. Jestem pełen podziwu za to kapitalne zespołowe zgranie, Do tego dobra sekcja rytmiczna, świetna melodyka i żywiołowe granie przywodzą na myśl najlepsze okresy starego dobrego art rocka. Myślę, że ta płyta, choć nie wnosi wiele do historii progresywnego gatunku zadowoli każdego jej fana. Doskonała pozycja na jesienną szarugę, lub długie zimowe wieczory.

OSIRIS jest chyba jedynym znanym prog rockowym zespołem pochodzącym z krajów arabskich. Dyskografia grupy to w sumie sześć albumów. z których ostatni „Tales Of The Divers” ukazał się w 2010 roku. Sądzę, że warto poznać bliżej twórczość tego ciekawego i interesującego zespołu z Bahrajnu. Nie dajmy zatem „umrzeć” tej muzyce skoro teraz dużo łatwiej jest ją zdobyć niż dwadzieścia lat temu.

2 myśli nt. „ARABSKI DIAMENT: OSIRIS „Myths And Legends” (1984)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *