PINK FLOYD spod choinki

O archiwalnych zasobach muzycznych Radia BBC krążą legendy. Ponoć skrywają one tak niezwykłe nagrania, o jakich nie są w stanie śnić nawet zagorzali zbieracze i melomani. Ile w tym prawdy – nie wiadomo. Jednak od czasu do czasu jesteśmy karmieni wydobytymi z tychże archiwów kapitalnymi, nieznanymi nagraniami wydawanymi cyklicznie pod  nazwą „Live At BBC”, „BBC Archives” czy też seria z cyklu „BBC Sessions”.

Pink Floyd byli i pozostaną na zawsze moją muzyczną miłością i największą muzyczną fascynacją. Koniec i kropka!

Kiedy więc w wigilię Bożego Narodzenia 2014 r. znalazłem pod choinką dwie absolutnie obłędne płyty mojej ukochanej grupy, naprawdę uwierzyłem w Świętego Mikołaja! Oto bowiem stałem się posiadaczem prawdziwych „białych kruków” srebrnego krążka.

Trzymając się chronologii na początek płyta z radiowego archiwum: PINK FLOYD BBC Session 1967 – 1968„.

Pink Floyd - BBC Sessions
Pink Floyd „BBC Sessions 1967 – 1968”

Jak wskazuje data, są to nagrania z pierwszego, najbardziej kolorowego, psychodelicznego okresu Pink Floyd zrealizowane dla Radia i TV BBC (!) pomiędzy marcem 1967r. (pięć miesięcy przed wydaniem pierwszego albumu) i  grudniem 1968r. ( pół roku po wydaniu drugiego albumu). Płyta zawiera 24 nagrania, z czego pierwszych 14 to skład z Sydem Barrettem, zaś w pozostałych 10 pojawił się już David Gilmour.

Jak zapewniają w BBC, są to wszystkie istniejące i jedyne ocalałe nagrania z tego przedziału czasowego, więc dla fanów zespołu rzecz absolutnie bezcenna! Niesamowite jest też to, że jakość dźwięku (jak na tego typu „wykopaliskowe” wydawnictwo) jest bardzo dobra, wręcz idealna i tylko niektóre z tych nagrań lekko szumią, lub są trochę głuche. Lepszych jakościowo nie będzie, bo takimi nie dysponuje nawet brytyjska EMI!

Płyta zawiera kilka nagrań, które zespół umieścił na swojej debiutanckiej płycie „The Piper At The Gates Of Dawn„, tu przedstawione pod zmienionymi tytułami. Mamy też utwory nigdy wcześniej niepublikowane, można więc powiedzieć – premierowe , które potem drogą naturalnej selekcji przepadną na wieki, lub ewoluują i będą podstawą dla przyszłych wspaniałych nagrań.

Dodam jeszcze, że ten fanclubowy CD został wydany w limitowanym (niestety) nakładzie 500 egzemplarzy.

Kolejna płyta Pink Floyd wyciągnięta spod choinki nosi tytuł „Live in Amsterdam 1969” i jak sugeruje tytuł, mamy tu koncertowe wydawnictwo, zresztą  z tego samego 1969 roku, z którego pochodzi podwójny LP „Ummagumma” zawierający, jak pamiętamy, na pierwszej płycie zapis występu zespołu z Birmingham i Manchesteru. Była to jedyna oficjalna płyta „live” z wczesnego okresu działalności Pink Floyd. Na kolejny taki oficjalny album  przyjdzie nam poczekać aż 19 lat, do płyty „Delicate Sound Of Thunder„!

Pink Floyd - Live in Amsterdam 1969
Pink Floyd „Live in Amsterdam 1969”

Dlaczego tak rzadko Pink Floyd decydowali się na wydawanie płyt koncertowych, skoro wiadomo było, że ich występy zawsze cieszyły się wielką popularnością i stały na bardzo wysokim poziomie? Myślę, że odpowiedź może być jedna: zespół zawsze podchodził do tych nagrań bardzo profesjonalnie i perfekcyjnie, jeśli więc nie wszystko grało i brzmiało tak, jak życzyli sobie tego muzycy, po prostu nie publikowali i nie wydawali tego na albumach. Tu muszę też dodać, że Pink Floyd, jako chyba jedyna na świecie grupa, ma największą ilość bootlegowanych koncertów (kilka takich wydawnictw mam też w swojej płytotece)! Sami muzycy w tamtym czasie łaskawym okiem patrzyli na fanów, którzy nagrywali ich występy, czego nie można powiedzieć o ekipach technicznych zespołów takich jak np. Deep Purple, czy Led Zeppelin, którzy na koncertach odbierali i niszczyli fanom sprzęt nagrywający.

Płyta „Live In Amsterdam 1969” to absolutnie rewelacyjny 80-cio minutowy zapis koncertu, który odbył się w tym mieście we wrześniu i był transmitowany „na żywo” w tamtejszym radio.

Zespół na scenie zaprezentował swoje unikatowe wówczas psychodeliczne przedstawienie zatytułowane „The Man And The Journey„, gdzie pojawiło się wiele utworów i tematów muzycznych, które nigdy wcześniej, ani później nie były wykorzystane. Nie było nic, co dostaliśmy na płycie „Ummagumma„! To jest wręcz REWELACYJNY materiał! Taka psychodeliczna nirwana, z którą zapoznać się powinni wszyscy, a fani Pink Floyd obowiązkowo!!! Do tego dźwięk na płycie jest doskonały z bardzo dobrą dynamiką, bez szumów. Brzmi to wszystko rewelacyjnie i aż się prosiło, aby ten koncert ukazał się wówczas na oficjalnym wydawnictwie. Niestety, w trzech utworach David Gilmour miał problemy z mikrofonem, a zespół nie uznawał studyjnych dogrywek, więc cały materiał przeleżał w amsterdamskich archiwach radiowych aż do tej pory! Z drugiej jednak strony wcale nie jest to wadą, gdyż większość materiału i tak jest instrumentalna z natury, więc można tu bez przeszkód usłyszeć wszystkie muzyczne niuanse.

Okładka płyty to plakat, jaki firma Hipgnosis przygotowała zespołowi na tournee, które w tym czasie odbywało się w Anglii, zaś w środku mamy kilka bardzo fajnych zdjęć, w tym to, z rozłożonym sprzętem grającym na lotniskowym pasie startowym, wówczas robiącym ogromne wrażenie.

Pink Floyd
Pink Floyd

No i jak tu nie wierzyć, w Świętego Mikołaja! A to nie jedyne płyty, które wówczas wyciągnąłem spod choinki. Ale o tym innym razem…

2 komentarze do “PINK FLOYD spod choinki”

  1. Prawdopodobnie ostatni materiał z udziałem niezapomnianego Syda. Obowiązkowy MUS dla fanów zespołu. Atrakcyjność płyty niewątpliwie podnosi jakość dźwięku (co niestety w przypadku wydań z dopiskiem „BBC” standardem nie jest – a szkoda). Płyta odświeża magię wydawnictw LIVE. Polecam wszystkim lubiącym PONADCZASOWĄ muzykę. WIĘCEJ WPISÓW PANIE ZBYSZKU!!!

  2. Bardzo interesujący wpis. Podziwiam zarówno pasję jak i wiedzę panie Zbyszku! Zdecydowanie będę tu częsciej zaglądać po więcej nowinek i muzycznych wykopalisk.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *