CZAR „Czar” (1970)

Na początku był Wtorek. A w zasadzie Wtorkowe Dzieci. Choć nie. Tak naprawdę wszystko zaczęło się w roku 1965 w Enfield w północnym Londynie od beatowej grupy Steve Douglas And The Challengers przemianowanej wkrótce na The Prophets. Prorocy szybko nawiązali kontakt z producentem Joe Meek’iem, który w swoim małym studio na 304 Holloway Road nagrał z nimi kilka piosenek. Niestety nikt nie  zainteresował się propozycją pięciu młodych chłopaków, a taśmy z nagraniami zginęły w otchłani czasu. Chociaż… Możliwe, że Joe Meek trzymał je ukryte przed światem w swoim prywatnym archiwum. Nigdy się tego nie dowiemy – Meek popełnił samobójstwo w lutym 1967 roku… Faktem jest, że zaraz po tym grupę opuściła dwójka członków, a pozostali, czyli Phil Cordell (voc, g), Mick Ware (g), Derrick Gough (dr) i nowy nabytek zespołu, Paul Kendrick (bg) postanowili grać dalej. Tyle, że już pod szyldem Tuesday’s Children. Na początku 1966 roku grupa związała się z menadżerem Dave’em Vidlerem, który zaproponował, że osobiście nagra i wyprodukuje im nagrania. Wkręcił ich „tylnymi schodami” do Maximum Sound Studio na Old Kent Road i tak powstał pierwszy singiel „When You Walk In The Sand” – dziś obiekt pożądania wielu kolekcjonerów płyt winylowych – wydany w sierpniu przez Columbia Records. Spryciarz Vidler wysłał małą płytkę najpierw do pirackiej stacji Radio London gdzie przez kilka tygodni gościła na liście przebojów Radio London’s Feb 40 osiągając 21 miejsce, a dopiero potem do rozgłośni państwowych. Kolejne single (już bez Cordella, który rozpoczął karierę solową) zaczęły przynosić grupie coraz większą popularność. Największą odnieśli z piosenką „She” z maja 1968 wypromowaną za sprawą filmu „29”. Niezbyt ambitna produkcja z Alexis Kanner i Yoothą Jones – aktorkami grającymi w komediowych serialach telewizyjnych klasy „B”. Zespół pojawił się w filmie w scenie, która została nakręcona podczas ich występu w nocnym klubie „Sybilla”. Udział w produkcji uhonorowano grupę iście królewską gażą w wysokości… 45 funtów. Wystarczyło na skromny lunch.

Kontynuując występy w klubach podpisali kontrakt płytowy z brytyjskim oddziałem wytwórni Philips Records. Pierwsza sesja nagraniowa rozpoczęła się 17 stycznia 1969 roku. W sumie było ich dwanaście; ostatnia odbyła się 27 lutego 1970. Wszystkie w tym samym miejscu – w studiach Philipsa na Stanhope Place, niedaleko Marble Arch w Londynie. Tyle, że muzyka Tuesday’s Children ewoluowała już w zupełnie innym kierunku, a nowe nagrania miały znacznie cięższe brzmienie. Można było się o tym przekonać choćby podczas występu w Cambridge na tamtejszym The Midsummer Pop Festival 8 czerwca 1969 roku…

Podczas pierwszych studyjnych sesji zarejestrowano kilka coverów, w tym rozbudowaną wersję „8 Miles High” The Byrds. Wpleciony w nią improwizowany fragment „Marsa” z suity „Planets” Gustava Holsta był mocnym punktem koncertów zespołu. Niestety spadkobiercy twórczości angielskiego kompozytora nie wydali zgody na płytową publikację nagrania, czym Philips nie bardzo się przejął. On chciał mieć na albumie oryginalny materiał. Mimo wszystko, szkoda…  Zmieniając profil i styl muzyczny grupa zmieniła też swą nazwę. Infantylne Tuesday’s Children przeszło do historii.  Narodził się CZAR.

Zespół CZAR (1970)
Z popowego Tuesday’s Children narodził się progresywny rockowy  CZAR (1970)

Pod nowym szyldem zespół oficjalnie zadebiutował 17 stycznia 1970 roku w legendarnym londyńskim klubie Marquee, Kilka miesięcy później, w maju tego samego roku, ukazała się debiutancka płyta wydana przez Fontanę (pododdział Philipsa) zatytułowana po prostu „Czar”.

Front okładki płyty "Czar" (1970)
Front okładki płyty „Czar” (1970)

„Czar” jest smakowitą uczta dla fanów progresywno organowej psychodelii, kolorowego, momentami ciężkiego rocka z początku lat 70-tych nawiązująca nieco do twórczości The Moody Blues (ale grająca z większym zębem), Procol Harum, pierwszych płyt Deep Purple… Już początkowe takty siedmiominutowego „Tread Softly Of On My Dreams” obiecują bardzo wiele. Potężne, przewalające się jak magma brzmienie melotronu przywodzą na myśl wczesne nagrania King Crimson i Procol Harum („Homburg”). Częste zmiany rytmu, elementy psychodelii z mocnymi gitarowymi riffami w połączeniu z lekko zniekształconymi partiami wokalnymi kojarzącymi się z zespołem Justina Haywarda są tutaj mocną stroną. Kolejna perła to „Cecelia” – ośmiominutowa, epicka kompozycja oparta (ponownie) na współbrzmieniu melotronu i gitary. Podoba mi się perkusista Derrick Gough, który zrobił świetną robotę. Gitarowe solo jest proste i naprawdę oszałamiające, szczególnie w połączeniu z solidną sekcją rytmiczną. Całość została ozdobiona partią klawesynu nadając temu wszystkiemu symfonicznego rozmachu. Bomba! W krótkim, dynamicznym „Follow Me” wyczuć można wpływ The Beatles (refren) i The Moody Blues. Między zwrotkami pojawiają się krótkie, ale treściwe sola gitarowe; schowane na drugim planie klawisze robią piękne plamy dźwiękowe.

Tył okładki.
Tył okładki.

Balladowe „Dawning Of A New Day” z bardzo piękną melodią i wokalnymi harmoniami wieńczy świetna, tym razem dużo dłuższa solówka gitarowa. Ta melodia jest tak urocza, że wchodzi do głowy od pierwszego przesłuchania i zostaje w niej bardzo długo… „Beyond The Moon” oparty jest na prostej psychodelicznej melodii w stylu Pink Floyd z ich pierwszej płyty, a „Today” wcale nie odbiega poziomem od opisanych wyżej. Śpiew, szczególnie w wysokich partiach, przypomina mi wokalistów z Babe Ruth i  Pavlov’s Dog. Bardzo łagodny utwór mający coś z klimatu „A Whiter Shade Of Pale” (szczególnie początek). Natomiast klasą samą w sobie jest kończący album „A Day In September”.  Ten trwający osiem minut utwór zaczyna się od kombinacji linii basu i organów, do których powoli podłącza się gitara. Wyrastające z bluesa zagrywki gitarowe przykuwają uwagę. Muzyka nabiera szybszego, niemal marszowego tempa z organową improwizacją w środku i bardzo ciekawym atmosferycznym solem gitarowym. Absolutna kwintesencja progresywnego rocka polanego  zawiesistym, psychodelicznym sosem…

Grupa CZAR przetrwała na scenie jeszcze kilka miesięcy. Nagrała kilka nowych utworów z myślą o drugiej płycie, jednak zmiany personalne, a także brak zainteresowania ze strony wytwórni płytowej spowodowały, że na planach się skończyło. Ostatecznie rozwiązała się w 1971 roku pozostawiając po sobie tę jedną jedyną płytę. Moim zdaniem płytę rewelacyjną!

2 myśli w temacie “CZAR „Czar” (1970)”

  1. Właśnie słucham sobie Czar (pierwszy i zapewne nie ostatni raz) nie często muzyka, aż tak łapie przy pierwszym odsłuchu, to jest po prostu bajecznie piękna muzyka. I nawet nie wiem dlaczego sprawdzałem czy tu jest, musiało być i jak zwykle nie zawiodłeś. 😀 Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *