TANGERINE DREAM „Encore” (1977)

TANGERINE DREAM „Encore” (1977)

Tangerine Dream - EncorePełny tytuł tego podwójnego LP brzmi „Tangerine Dream Live. Encore” i jest zapisem koncertów jakie grupa dała w USA w marcu i kwietniu 1977r. Tworzył tę płytę najlepszy chyba skład w całej jej wieloletniej karierze: Edgar Froese (założyciel zespołu), Christopher Franke i Peter Baumann. Ten ostatni zresztą pojawia się w składzie Tangerine Dream  po raz ostatni.

tangerine dream - encore 02Płyta zawiera cztery kompozycje, każda trwająca prawie 20-minut: „Cherokee Lane”, „Moonlight”, „Coldwater Canyon” i „Desert Dream”, które są nawiązaniem do tego, co zespół grał  przez wszystkie swe lata. Mamy tu co prawda dziwne wtręty dźwiękowe, czy brak linii harmonicznej (choćby sam początek „Cherokee Lane”),  ale zazwyczaj dominują tu charakterystyczne, hipnotyzujące, pulsujące brzmienia instrumentów elektronicznych w połączeniu z kapitalną gitarą Edgara Froese ( suita „Coldwater Canyon” –  chyba moja ulubiona na tym albumie).

Każda z nich zresztą przykuwa uwagę. „Moonlight” ma na samym początku coś z magii płyt „Zait” i „Alpha Centaurii” (krautrock), by potem przeistoczyć się w spokojne, nastrojowe dźwięki, a następnie przejść  do rozedrganych, nerwowych pasaży. „Desert Dream”  ma eksperymentatorskie zapędy, ale jako całość jest w pełni poukładany i w formie i w treści.

Nie ma też na tej płycie improwizowanego grania, solówek poszczególnych muzyków, wplecionych cytatów z muzyki klasycznej, czy popularnej. Wszystko tu jest precyzyjne, przemyślane, doprowadzone do perfekcji. Każdy dźwięk, każda fraza ma swoje dokładne miejsce. Można powiedzieć, że wszystko gra jak w szwajcarskim (niemieckim!) zegarku.

Publiczność kochała koncerty Tangerine Dream mimo, że były one na początku kariery od strony wizualnej nudne: trzech facetów siedzących godzinami nieruchomo przy olbrzymich szafach z elektroniką pospinaną niezliczoną ilością kabli i mrugającymi gdzieniegdzie światełkami, a i zdarzały się występy w zupełnej ciemności.

Dopiero podczas tej trasy koncertowej grupa po raz pierwszy wykorzystała pełnowymiarowy system laserowy (tzw.”Laserium”), co zostało uwiecznione także na froncie okładki – zdjęcie zespołu na scenie na tle amerykańskiej flagi z wizualnym efektem laserowym – autorstwa ówczesnej żony Edgara Froese – Moniki.

Z jej okładką wiąże się też pewna ciekawostka. Otóż płyta „Encore” w tym samym 1977r. ukazała się także w Jugosławii,  gdzie Tangerine Dream byli bardzo popularni. Niestety tamtejsi cenzorzy nie zgodzili się zamieścić imperialistycznego akcentu na okładce tej płyty za jaką uważali flagę amerykańską – zdjęcie Moniki zostało, ale flaga zniknęła.

Na zakończenie bardzo smutna wiadomość, która zaskoczyła mnie kilka dni przed napisaniem tego wpisu.

Edgar Froese nagle i niespodziewanie zmarł 20 stycznia tego roku w Wiedniu w wieku 70 lat „na skutek zatorowości płucnej”, jak podano na oficjalnym profilu Tangerine Dream na Facebooku.

W jednym z wywiadów powiedział kiedyś : Nie ma śmierci, to tylko zmiana naszego kosmicznego adresu.

2 myśli nt. „TANGERINE DREAM „Encore” (1977)”

  1. Co do „Moonolight”, początek to żaden krautrock. Proszę posłuchać uważnie początku Ricohet part II. Identyczny duet, Frose/piano – Baumann/melotron(flute). Z „Zeit” ja w tym utworze, nic nie słyszę. Co do „Desert Dream”, myślę, żę jest to częściowo studyjna robota, gdzie wykorzystano fragmenty suity Odipus Tyrannus Overture, która ukazała się w fragmentach w 1974 r. na składance „V” Virgin. „Coldwater Canyon”, jet raczej w 100% studyjną pracą. Uważana lektura nagrań bootlegowych z tej trasy(marzec-kwiecień 1977), wydanych w ramach cyklu „Tangerine Tree”, nie ujawnia choćby zalążku tego utworu, w postaci w jakiej mamy na płycie. I sporo w tej płycie cytatów z płyt wcześniejszych czy z solowych dokonań członków zespołu. Np. początek „Cherokee Lane” jest podobne do początku „Moruba Bay” z solowej płyty Edgara Frose „Epsilon in Malysian Pale”. W drugiej części tego utworu słyszymy również temat „Betrayal (Sorcerer Theme)” z soundtracku „Sorcerer”. Druga część „Moonoligt” to temat główny z „Stratosfear” a zakończenie tego utworu, to zamykający fragment „Invsible Limits”. Nie powinno to dziwić, wszak ta trasa, to trasa promocyjna „Stratosfear”.

    1. Peter!
      Dzięki za wnikliwą ocenę. Cieszą mnie tacy wnikliwi czytelnicy jak Ty. Szacun!
      Jak wiesz, z płytami „Live” bywało i bywa różnie. Poprawki i dogrywki studyjne są nagminnie stosowane przez zespoły podczas zgrywania materiału w studio, więc niewykluczone, że do studyjnego materiału „dokleja” się oklaski i aplauz publiczności, której tak naprawdę nie było. Nie mniej czuję wielki sentyment do „Encore” – pierwszej tego zespołu jaką miałem w swojej płytotece przywiezionej na dnie walizki jakiegoś wujka mojego kolegi. Ale to opowieści z innej półki…
      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *