GLASS HARP „Glass Harp” (1971).

Urodzony 23 marca 1951 roku w Youngstown w stanie Ohio jako dziewiąte z dziesięciorga dzieci, Phil Keaggy, od zawsze uznawany za jednego z najlepszych gitarzystów w Stanach, dorastał w domu pełnym muzyki. W dziesiąte urodziny jego starszy brat Dave wręczył mu gitarę Sears Silvertone. Wtedy zaczęła się magia. Mając 13 lat dołączył do swojego pierwszego zespołu, The Keytones. Później grał w kilku lokalnych grupach: The Vertices, The Squires, New Hudson Exit…  Pomimo braku środkowego palca prawej ręki (stracił go w wieku 4 lat) jest niedoścignionym mistrzem finger-style. Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi podpowiem, że jest to technika gry na gitarze akustycznej polegająca na jednoczesnym prowadzeniu linii basu i melodii stwarzająca wrażenie większej liczby muzyków, a nawet całego zespołu. Pod koniec 1968 roku Keaggy razem ze swym przyjacielem, perkusistą Johnem Sferry i basistą Steve’em Merkulinem założyli GLASS HARP.

Początkowo grali w szkolnych salach i klubach w okolicy Youngstown szybko zyskując coraz większą liczbę fanów. Mała, lokalna wytwórnia Ohio United Audio podpisała z nimi kontrakt fundując im nagrania demo, z których garage rockowy „Where Did My World Come” i zabarwiony uroczą psychodelią oniryczny „She Told Me” na początku 1969 roku wydano na bardzo poszukiwanym dziś singlu.

Wydanie singla zbiegło się w czasie z odejściem Markulina, który zachęcony przez swego kuzyna zasilił, zespół The Human Beinz odnoszący wówczas większe sukcesy. Na jego miejsce Keaggy i Sferra zwerbowali Daniela Pecchio, byłego basistę The Poppy. Wybór znakomity, gdyż Pecchio nie dość, że świetnie grał także na flecie, to również był twórcą (lub współtwórcą) repertuaru grupy.

Glass Harp. Od lewej: Phil Keaggy, John Serra, Dan Pecchio (1971)

Po nagraniu kolejnych dem United Audio zrezygnowało z tria. Stało się to tuż przed wygraniem lokalnego konkursu młodych talentów „Battle Of Bands”, po którym popularność tria błyskawicznie rozlała się na cały stan. Fani byli zachwyceni stylem, precyzyjną techniką i wysoce lirycznymi solówkami 18-letniego Phila. W połączeniu z gustownymi, rytmicznymi liniami basu Pecchio i ostrym bębnieniem Sferry zespół stworzył ścianę dźwięku, która zachwycała tłumy na koncertach. Jeden z jurorów „Battle Of Bands” skontaktował się z producentem płytowym Lewisem Merensteinem. Świeżo po produkcji płyt dla The Spencer Davis Group, Turley’a Richardsa i Neila Younga, Merenstein przyleciał prosto z Nowego Jorku, by osobiście sprawdzić kto jest sprawcą tego całego zamieszania.

Po występie Merenstein reprezentujący wytwórnię Decca bez chwili wahania podpisał z muzykami kontrakt na nagranie trzech płyt. W listopadzie 1970 roku zespół znalazł się w nowojorskiej Greenwich Village, gdzie w Electric Ladyland Studios Jimiego Hendrixa nagrał płytę „Glass Harp”, która ukazała się na rynku dokładnie trzy miesiące później, w lutym 1971 roku.

Ten wyśmienity debiutancki album wyprodukowany zresztą przez Merensteina nic nie stracił ze swej atrakcyjności. Ilekroć go słucham za każdym razem zabieram się w niesamowitą muzyczną podróż. Każdy z dziesięciu zamieszczonych tu utworów jest inny i wyjątkowy ukazując dużo głębsze oblicze zespołu niż te do jakich przyzwyczaiły nas power tria pokroju The Jimi Hendrix Experience, Cream, James Gang… Przed pierwszym przesłuchaniem miałem obawy, czy nie będzie tu zbyt wiele nawiązań do religii, albowiem nagranie płyty zbiegło się z tragiczną śmiercią matki Keaggy’ego, która zginęła w wypadku samochodowym, co mogło okazać się katalizatorem przebudzenia jego wiary. I choć Pecchio i Sferra podzielali religijność kolegi wpływy te na szczęście były subtelne. Glass Harp zagrali tu bogato zaaranżowanego (flet, smyczki), gitarowego, momentami ciężkiego rocka z elementami country, boogie, a nawet prog rocka często zmieniając tempo i nastrój.

Nieco złowieszczy instrumentalny początek „Can You See Me”  przypomina mi coś z debiutu Crosby Stills And Nash. Chociaż utwór ma wyraźny religijny posmak i przesłanie (tekst nawiązuje do wiary w Boga) nie jest prozelityczny. Keaggy i Pecchio mieli na tyle rozsądku, by ukryć owo przesłanie w sennej, lizergicznej melodii mającej całkiem niezłą moc z cudowną gitarową solówką w środku nagrania. To jeden z moich ulubionych numerów tria w ogóle, od którego tak naprawdę zaczęła się moja fascynacja Philem Keaggy… Z kolei kiedy słucham „Children’s Fantasy” (a potrafię słuchać go kilka razy pod rząd) nie mogę uwierzyć, że ten zespół tworzą trzy osoby! Niby to prosta ballada z melodyjną gitarą prowadzącą (kocham główne solo Phila) zaśpiewana przez gitarzystę sympatycznym głosem, a jest w niej pełen maestrii bagaż kapitalnych dźwięków. I w tym momencie wypada pokłonić się producentowi za pracę jaką włożył w ten utwór. Podobno bardzo mało, co tylko świadczy o jego geniuszu. Łatwo więc zrozumieć dlaczego Decca postanowiła wydać go na singlu… Kompozycja, którą skomponował John Sferra, „Changes (In The Hard Of My Own True Love)”, brzmi zupełnie inaczej niż dwa wcześniejsze kawałki. Glass Harp wprowadza w nim posmak progresywnego rocka z wyszukaną orkiestracją i rozbudowaną, fantastyczną partią solową zagraną na flecie przez perkusistę Dana Pecchio. No i Keaggy zagrał tu jedną z najbardziej melodyjnych i wyjątkowych solówek. Teraz rozumiem, dlaczego Hendrix uważał Phila za jednego z najlepszych gitarzystów, jakich kiedykolwiek słyszał. Ostatnie dwa utwory zamykające pierwszą stronę oryginalnej płyty są jakby z innej bajki dowodząc, że muzycy nie byli święci jakby wielu chciało ich widzieć. „Village Queen” to przyzwoity kawałek boogie rocka pozwalający cieszyć się tradycyjnymi motywami „grzesznego” rock and rolla, zaś „Black Horse” ze słodką melodią i przyjemnym harmonijnym wokalem jest niczym innym jak akustyczną balladą w stylu country, w której solo na wiolonczeli zagrał (i tu ciekawostka) John Cale.

Kompaktowa reedycja płyty wytwórni Flawed Games (2014) z bonusem.

Drugą stronę otwiera „Southbound” kolejna (nie ostatnia zresztą) marzycielska ballada z doskonałym wokalem, smyczkami i partią fletu… Jedną z najbardziej zaskakujących rzeczy na tym albumie była zdolność Keaggy’ego do zmiany brzmienia gitary, co słychać choćby w „Whatever Life Demands”. Łatwość z jaką przychodzi mu żonglować melodią jednocześnie zmieniając wielokrotnie jej barwę jest niezwykła. Poza tym „Whatever…” rozkwita jak kwiat magnolii z każdą minutą nabierając kolorów, piękna i mocy. Nie ukrywam, że to mój kolejny faworyt tego zestawu. Najdłuższy na płycie Look In The Sky” (8:12) zaczyna się od przesuniętych w fazie mocnych akordów przechodząc w ładne solówki. Widać też skłonności do długiego, improwizowanego grania; na koncertach jeden utwór potrafili grać przez pół godziny, a nawet dłużej. Uwielbiam „długasy”, więc… tak, to też mój faworyt. Bardzo ciekawy jest „Garden” mający unikalny rytm shuffle zazwyczaj stosowany w bluesie i jazzie. Świetna aranżacja (smyczki, flet) leniwie płynącej melodii kapitalnie współgra z melodyczną dynamiką gitary Phila i znakomicie poprowadzonym wokalem. Perełka, która mogłaby znaleźć się w repertuarze The Moody Blues…  Króciutkie „On Our Own” (2:37) kończy całą płytę. Jeśli mam cokolwiek napisać o tej piosence po prostu zapytam: „Który to geniusz wymyślił The Everly Brothers..?” Ta słodka akustyczna ballada z doskonałym wokalem przywodzi mi na myśl najpiękniejsze piosenki lat 60-tych, do których mam ogromny sentyment. I tyle. A może aż tyle…

Promowali płytę koncertami po USA u boku takich wykonawców jak The Kinks, Iron Butterfly, Yes, Traffic, Chicago, Humble Pie, Alice Cooper, Ted Nugent, Grand Funk Railroad… W przeciwieństwie do nagrań zrealizowanych w studio na scenie Glass Harp prezentował się jak rasowy zespół progresywnego rocka tamtej epoki z utworami przekraczającymi 30 minut, z rozbudowanymi partiami solowymi i skłonnością do grupowej improwizacji.  W rzeczywistości byli jednymi z pionierów tego, co dziś nazywamy jam rockiem. Jeszcze w tym samym, 1971 roku, trio stało się jedną z najpopularniejszych (i najlepiej opłacanych) grup w północno-wschodnim Ohio, co otworzyło im drzwi tak prestiżowych miejsc od Fillmore East przez The Winterland Ballroom po Carnegie Hall.

Rok 1972 był dla grupy rokiem przełomowym. Po nagraniu drugiej płyty („Synergy”) Glass Harp zostali poproszeni o zagranie koncertu na żywo w lutym dla amerykańskiego nadawcy publicznego PBS. Ta transmisja stała się przełomowa, ponieważ była jedną z pierwszych, które były emitowane zarówno w telewizji, jak i w powstającym radiu FM. Podczas gdy nagranie radiowe tego występu było mocno bootlegowane taśma-matka wideo zaginęła tuż po emisji koncertu.  Po kilkudziesięciu latach cudem odzyskana została wydana na DVD w 2006 roku pod tytułem „Circa 72”.

Phil Keaggy. na scenie (1972)

6 sierpnia 1972, krótko przed wydaniem trzeciego studyjnego albumu „It Makes Me Glad”, Phil Keaggy zagrał swój ostatni koncert z Glass Harp, który miał miejsce w My Father’s Place w Roslyn w stanie Nowy Jork. Oddanie się Bogu po traumatycznej śmierci matki spowodowały, że piosenki o tematyce religijnej z każdym kolejnym wydawnictwem stawały się coraz bardziej widoczne. Jego odejście z zespołu w dość wymowny sposób kilka lat później skomentował gitarzysta Amboy Dukes, Ted Nugent: „Nie wiem co się stało, ale jedno jest pewne – Phil Keaggy swoją gitarą mógł uratować świat”.

Ponieważ trasa koncertowa promująca „It Makes Me Glad” została zarezerwowana na wrzesień 1972 roku Keaggy’ego zastąpił Tim Burks. W kwietniu 1973 do tria dołączył skrzypek Randy Benson (ex-Tin Alice) przez co ich muzyka nabrała bardziej progresywnego charakteru. Ta krótka inkarnacja grupy nie trwała długo. Pół roku później Benson odszedł zaś ostatni koncert Glass Harp w składzie Sferra, Pecchio, Burks odbył się 2 grudnia 1973 w Norwalk w stanie Ohio. Cała trójka niemal natychmiast zaangażowała się w różne projekty. Pecchio był członkiem i współzałożycielem popularnego w Stanach Zjednoczonych zespołu Michael Stanley Band, zaś Sferra i Burks utworzyli krótkotrwałą grupę Hartship,

Solowa kariera Phila trwa już ponad 50 lat i obejmuje 60 albumów solowych. Ze swoim oryginalnym stylem jest w tej chwili uznawany za  jednego z najlepszych współczesnych gitarzystów i posiadaczem licznych, prestiżowych nagród. Jego koncerty w Stanach i na całym niemal świecie sprzedają się na pniu.

W swoim krótkim życiu Glass Harp odcisnął niezatarty ślad w historii rock’n’rolla i jak się okazuje miał wpływ na zdumiewająco różnorodnych artystów począwszy od gitarowych herosów (Joe Satriani, Eric Johnson, Rick Derringer), jam bandów (Derek Trucks Band, Ekoostik Hookah, Bruce Hampton & The Code Talkers), wykonawców rocka progresywnego (Kansas, Adrian Belew, Mike Keneally, Spock’s Beard), a nawet heavy metalowców (King’s X, P.O.D). I pomyśleć,  że zrobił to mały-wielki zespół, którego płyt nikt nie określa mianem arcydzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.