Muzyczni akrobaci. UKANDANZ „Awo” (2016)

W ciągu ostatnich dwóch dekad Francja ugruntowała swoją pozycję jednego z epicentrów światowej awangardy muzycznej. Broniąc własnej kultury sprzyjała rozwojowi znakomitych muzyków nie bojących się eksperymentować, co uczyniły z niej żyzną przestrzeń dla nowych trendów. I tak, od szeroko rozpowszechnionej muzyki elektronicznej duetu Daft Punk, przez elegancję i delikatność dream popu M83, po radosnego ducha Justice, trip-hopu Chinese Man, czy fuzję reggae Mano Negry (później na własną rękę jako Manu Chao), udało się Francji stworzyć własną scenę zdominowaną do tej pory głównie przez anglosaski przemysł. Wysoki odsetek ludności afrykańskiej zamieszkującej kraj (spuścizna po tamtejszych byłych koloniach) w kontekście muzycznym jest nie do przecenienia. Wpływy afrykańskie są ewidentne, choć akurat w tym przypadku nie mówię o byłej kolonii francuskiej, lecz o Etiopii – kraju w Rogu Afryki, który poza 17-letnią okupacją Włoch pod koniec XIX wieku jako jedyny uniknął kolonizacji i który bez przystawienia pistoletu do głowy przyjął chrześcijaństwo. Etiopia to także kraj, który stworzył unikalną formę jazzu zmieszanym z rdzennymi etnicznymi wpływami, z gwiazdami takimi jak Mahmoud Ahmed i Mulatu Astatke, do których dopisałbym kwintet uKanDanZ. 

Ten muzyczny projekt (czasem pisany jako UkanDanz, lub Ukandanz) powstał w Lyonie w 2006 roku utworzony przez czterech muzyków z wykształceniem jazzowym: gitarzystę, basistę, perkusistę i saksofonistę wywodzących się z miejscowych metalowych grup bliskich rockowi progresywnemu: ni (pisany z małej litery) i PoiL. W założeniu projekt miał być mieszanką  rockowej awangardy, punku i noise’u. Podróż do Etiopii sprawił, że postanowili nadać jej afrykańskie brzmienie. W Addis Adebe spotkali charyzmatycznego wokalistę Asnake Guèbrèyèsa, którego zwerbowali do składu. Guèbrèyès okazał się nie tylko znakomitym frontmanem, ale szybko stał się także liderem zespołu.

Francusko-etiopski kwintet uKanDanZ (2016)

Debiutancki album „Yetchalat” (2012)zwrócił uwagę nie tylko krytyków i undergroundową publiczność, ale też organizatorów różnych festiwali, w tym festiwalu Rock In Opposition. Fantastyczny występ w Le Garric w 2015 roku odbił się we Francji szerokim echem i otworzył drzwi dużych scen. Zagmatwane linie melodyczne gitary i saksofonu tenorowego podsycane przez potężną sekcję rytmiczną wciągają muzykę w strefę wysokiej intensywności od której trudno się powstrzymać siedząc jedynie  w fotelu. Pozbawiona radości etykieta avant rocka jaką przykleili im krytycy tak często spotykana w zespołach RIO (Rock In Opossition) jakżeż sprzeczna jest z ich muzyką. Prawdziwą tajną bronią uKanDanZ okazał się wokalista. W agresywną, porywającą muzykę Guèbrèyès wplata niewiarygodnie złożone linie melodyczne czerpiąc inspiracje z tradycyjnych utworów etiopskich. Z gardłowym głosem, szalonymi trelami i imponującą swobodą poruszania się w obrębie wybranej skali (lub skal) w kontekście progresywnego rocka jego wokal brzmi naprawdę wyjątkowo. Potwierdził to ich drugi album „Awo” z 2016 roku. Album pełen energii, album rytmiczny i dziki. Z etiopskimi melodiami i zawsze z saksofonem i jeden z najlepszych przykładów jak różne gatunki muzyczne można genialnie połączyć, by ze starych rzeczy stworzyć coś nowego. 

Okładka płyty „Awo” (2016)

Tutaj każdy utwór wyróżnia się na swój sposób i tak naprawdę trudno mi wskazać ten ulubiony. Pierwsze co mnie zachwyca, to mocna instrumentacja i fenomenalny, pełen pasji wokal, a wibrujące riffy i saksofon z pokładami nieokiełznanej energii powodują zawrót głowy. W swoich ciasnych trzydziestu dziewięciu minutach zawartych na „Awo” uKanDanZ przebija się przez wysokooktanowe i ulotne fragmenty takie jak w brzmiącym bardzo awangardowo „Tchuhetén Bestsèmu” z fantastyczną solówką gitarową, lub w osadzonym w hard rockowej stylistyce „Endé Yerusalèm”. Ten hard rockowy styl z przesterowaną gitarą i basem do granic możliwości został idealnie dopracowany w „Sêwotch Men Yelalu” wspaniale akompaniując silnemu, charakterystycznemu wokalowi Guèbrèyèsa. Brzmi to tak jakby Alice In Chains i Jane’s Addiction przeniesieni w samo serce Rogu Afryki dodali w ostatnich dwóch genialnych minutach pełną pasji solówkę saksofonową. Dla mnie cudo! Owa intensywność narasta osiągając stan euforii w mrocznym „Lantchi Biyé”. To być może najbardziej „brudny” i „lepki” utwór nawiązujący do klasycznego ciężkiego rocka lat dziewięćdziesiątych. Jeśli melodyjny model pierwszego utworu wydawał się nawiązywać do klasycznego hard rocka, tym razem czuć tu bardziej ducha lat dziewięćdziesiątych, w którym z pozoru słodki saksofon podskórnie naładowany jest furią.

Zainteresowanie tradycyjnymi afrykańskimi pieśniami przypominające arabskie pieśni wykonywane w meczetach, w którym Guèbrèyès zdaje się błagać bóstwo kumuluje się „Gela Gela”. Gdyby nie banalny początek, to za sprawą wyeksponowanego basu kawałek ten klasyfikowałby się jako post punk, lub indie rock. Najbardziej zaskakujące jest jednak to, jak uKanDanZ decydują się zakończyć „Awo”. Zamiast kontynuować fragmenty narastającego napięcia i energetycznych burz, prezentują „Ambassel To Brussel” – dwunastominutowy utwór progresywnego rocka brzmiący jak jeden z cięższych i bardziej jazzowych epików King Crimson, w którym na końcu triumfuje i tak Matka Afryka. Tak mogą grać jedynie cyrkowi akrobaci!

Tym, co wyróżnia uKanDanZ na tle innych zespołów jazz rockowych, to dynamika naturalnie wpisana w ich styl, a także pełne pasji etiopskie wokale Guèbrèyèsa. Szkoda, że nie udało mi się zrozumieć i zgłębić żadnego tekstu napisanego po amharsku. W ostatecznym rozrachunku liczy się jednak wspaniała, poruszająca umysł i serce muzyka porywająca również do tańca, o czym pośrednio sugeruje nazwa formacji jako żywo kojarząca mi się z rozrywkowym programem telewizyjnym „You Can Dance”…

Dla uzupełnienia dodam, że oprócz Asnaqé Gèbrèyèsa projekt ten tworzyli: basista Benoît Lecomte, gitarzysta Damien Cluzel z ni, saksofonista Lionel Martin i perkusista z PoiL, Guilhem Meier.

Patrząc na rok 2016, w który swoje płyty wydali tak uznani artyści jak Disturbed, Radiohead, Metallica, Cage The Elephant, Red Hot Chilli Peppers, Ghost i wielu innych produkt uKanDanZ okazał się jednym z najciekawszych. Pozycja do odkrycia, którą gorąco polecam!

2 komentarze do “Muzyczni akrobaci. UKANDANZ „Awo” (2016)”

  1. Muzyka i zespół mi nieznane, więc postaram się wkrótce posłuchać.

    Ale wspomnę o czymś jeszcze…. Czytając Zibi od lat Twoje recenzje czas mi wreszcie wyrazić podziw i uznanie za te precyzjne porównania do….. tu Alice In Chains i Jane’s Addiction, za moment Smashing Pumpkins i Nine Inch Nails, a kawałek dalej Arctic Monkeys. Tak, znam ich wszystkich, ale słuchając jakiejś nieznanej mi płyty absolutnie nie potrafię tak celnie znajdować odnośniki do konkretnych wykonawców, by zilustrować czytelnikowi jakich to dźwięków może się na płycie spodziewać. To niezwykle cenna rzecz, której w takim zakresie bez wątpienia mi brakuje. Pewnie dlatego NIGDY nie napisałem dobrej recenzji 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *