Nie wiem, czy to zasługa zespołu, czy wytwórni, a może obu tych czynników, ale fakt jest faktem – w ciągu pięciu lat kontraktu z wytwórnią Pye, Status Quo odnieśli mierny sukces. Poza jednym międzynarodowym hitem „Pictures Of Matchstick Men” z 1968 roku, oraz kilkoma mniej rozpoznawalnymi singlami „Ice In The Sun” i „Down The Dustpipe”, nic się nie działo. Dopiero gdy chłopaki zapuścili włosy, włożyli dżinsy, przeszli do Vertigo i w 1970 roku wydali szalonego singla „Paper Plane” wystrzelili niczym rakieta Falcon 9 w stratosferę i stali się jednym z najbardziej znanych zespołów w Europie.
Jednym z efektów ubocznych ich późniejszego sukcesu było to, że Pye nagle odkryło, że dysponuje ogromnym archiwum zalążków materiału, który mogło wykorzystać, by wejść na nowy rynek Quo. Ich cztery mało znane, wczesne albumy, a także pozornie niewyczerpane źródło singli, stron B i sesji radiowych, były cięte, mielone i wznawiane tyle razy, że aż śmieszne. Pye zniknął wiele lat temu, ale katalog zespołu przeszedł przez wiele rąk zanim trafił do obecnej siedziby BMG i jej filii Sanctuary Records, która w marcu 2024 roku wydała nowy, pięciopłytowy zestaw zatytułowany „Status Quo – The Early Years (1966-69)”.
W tym miejscu pojawić się może pytanie, czy świat potrzebuje kolejnego boxu z ich wczesnym materiałem..? Zależy, kogo zapytamy. Ogólnie rzecz biorąc, odpowiedź brzmi: nie, świat nie. Ale armia szalonych fanów Status Quo powie TAK! Osobiście zaspokoiłem pragnienie wczesnego materiału Quo, kupując kilka lat temu trzypłytowy zestaw „The Complete Pye Recordings”, co raczej utwierdziło mnie w przekonaniu, że posiadam kompletne nagrania z tego okresu. Jakże byłem naiwny.

Ten zbiór zaczyna się „tradycyjnie”, czyli od dwóch pierwszych oficjalnych albumów, „Picturesque Matchstickable Messages From The Status Quo” i „Spare Part’s”, wydanych odpowiednio w 1968 i 1969 roku. Pierwsza płyta CD zawiera oba albumy w wersji mono, zaś druga ten sam materiał w stereo. Rzecz jasna wszystkie zostały zremasterowane. Moim zdaniem to fajny pomysł. Wszak lepiej mieć na jednym krążku dwie różne płyty, niż dwie wersje tego samego materiału.
Trzecia płyta w zestawie, która nosi nazwę „Before Quo” cofa się do początku i kataloguje wszystkie single i strony „B” nagrane pod wczesnymi nazwami zespołu: The Spectres i The Traffic Jam, a także szereg nagrań z sesji BBC z tego samego okresu. Oznacza to, że tak naprawdę otrzymujemy tu niemal same rarytasy w tym między innymi rockowy numer „Bloodhound” Juliana Brighta, „Bird Dog” The Everly Brothers, „Gloria” Vana Morrisona, czy „Spicks And Speks” Bee Gees. Prawdziwą sensacją są dwa mało znane utwory, które w ogóle nie pojawiają się na moim „Complete Pye Recordings”, czyli dema acetatów z piosenkami „Love In Vain” i „Say That You Need Me”. Mamy też okazję posłuchać króciutkiego, zabawnego wywiadu z Francisem Rossim pochodzącego z jednej z sesji BBC przeprowadzonego tuż przed próbą wykonania hitu Shirley Bassey „I (Who Have Nothing)”. I choćby dla tej jednej płyty poważni kolekcjonerzy Status Quo powinni ten zestaw mieć u siebie.
Dysk czwarty to bogaty zbiór wszystkich singli łącznie ze stronami „B” nagranymi w omawianym tu okresie już pod nazwą Status Quo plus stos dem, remiksów i alternatywnych wersji istniejących utworów czasem o różnej jakości. „Do You Live In Fire” i „Josie” (lub José, w zależności od tego, kogo zapytasz) są obowiązkowymi dodatkami, chociaż wielokrotne miksy „Pictures Of Matchstick Men” i „Paradise Flat” są na tyle podobne, że praktycznie nie do odróżnienia. Wyjątkiem jest tutaj alternatywne ujęcie „Auntie Nellie” monofonicznego singla „Make Me Stay A Bit Longer” z 1969 roku. To dziwna, ale przyjemna piosenka o starzejącej się cioci chłopaka, która nie znalazła się na żadnym z pierwszych dwóch albumów. Tę niewykorzystaną wersję przywrócono do życia, zremasterowano i dzięki temu jest teraz lepszej jakości. Jestem nią zachwycony.
Tytuł ostatniego krążka, „BBC Sesions 1968-69” w zasadzie nie potrzebuje wyjaśnień. Mamy tu pół tuzina radiowych sesji, kilka krótkich wywiadów, które po kolejnych przesłuchaniach sobie odpuszczam, oraz parę utworów, których nie znajdziemy na żadnym oficjalnym albumie, takich jak trzeszcząca pastiszowa wersja Beatlesów „Judy In Disguise (With Glasses)”, czy „Things Get Better” Eddiego Floyda. Jest też świetna, pomysłowa gra na basie w wersji „When My Mind Is Not Live” różniąca się od tej z singla „Ice In The Sun”, oraz przyzwoite brzmienie fortepianu w „Are You Getting Tired Of My Love”.
Jak więc podsumować to wydawnictwo? Przede wszystkim wielkie brawa dla BMG za ten zestaw. Wcześniejsze kompilacje Pye Records fałszowały wizerunek zespołu bezczelnie wykorzystując zdjęcia z ich późniejszego, rockowego okresu, gdy nosili długie włosy. Ten zestaw z kolorowymi grafikami z lat 60-tych jest bardziej odpowiednio opakowany. Zdjęć jest niewiele, ale pokazują ich w błyszczących ciuchach z Carnaby Street z fryzurami a la The Beatles. Pierwsze dwa albumy (zwłaszcza drugi), były zdecydowanie skierowane do nastoletniego odbiorcy popu, a do rockerów było im jeszcze dalek aczkolwiek we wczesnych dniach Spectres i The Traffic Jam tęsknili za ciężkim brzmieniem. Na przykład „The Price Of Love” to riffowy rocker, który dorównuje wszystkiemu, co robili w tym samym czasie The Kinks, czy The Who. Wspominany wyżej cover „Bloodhound” to kwintesencja Chucka Berry’ego, z dobrze znanym, dudniącym rytmem Quo, który pojawił się już na samym początku. Można powiedzieć, że po „Spare Parts” praktycznie rzucili ręcznik na arenie popu i zaczęli pisać i grać mocniejsze kawałki, które stopniowo ewoluowały na dwóch kolejnych albumów, „Ma Kelly’s Greasy Spoon” z 1970 roku i „Dog Of Two Head” z 1971 roku, aż do nawałnicy boogie, która uczyniła z nich supergwiazdą. Tak więc ten oszałamiający zestaw pięknie pokazuje początek drogi do ich wielkiej kariery. Gruba książeczka autorstwa Dave’a Linga zawiera świetną, zwięzłą historię zespołu do tego momentu, a także zwięzłe notatki na temat niektórych utworów. Osobiście wolałbym, żeby zostały one bardziej rozbudowane, ponieważ za nimi zazwyczaj kryją się niesamowite historie, ale dobre i tyle. Znakomita rzecz. Polecam.
