Pół żartem, pół serio, czyli ćwiczenia z nostalgii.

Muzyka dzisiejszych czasów („rzekomo dobra”) pozbawiona emocji, zaskoczenia i uroku nudzi znaczną część pokolenia ery rock’n’rolla, Woodstocku, a nawet punk rocka. Melodia umarła, nawet w swoim alegorycznym sensie. Wyobraźnia, jeśli już jest, powtarza schematy, ale najczęściej jej brakuje. Zamieniliśmy wolną myśl i intelektualną sprawność na rzecz smartfonów, łatwą bezpośredniość i wynikającą z niej niemoc twórczą. Ci, którzy poświęcili całe życie muzyce i opierają się zmianom, oskarżani są o bycie staromodnymi, a nawet konserwatywnymi i sztywnymi. I zauważmy, że jest ich coraz mniej. Z każdym mijającym rockiem muzyczne legendy zbiorowo odchodzą kończąc swój bieg. Myślenie o tych „dalekobieżnych pociągach” i widok „wagonów” stojących na bocznicy zapomnianych stacji końcowych to rodzaj epifanii, objawienia, że ​​wszystko ma swój koniec. To jak pośmiertny lament, uświadomienie sobie, że przeszłość była lepsza. Młodzi wierzą, że Lady Gaga jest najbardziej awangardową, fajną i złożoną postacią w muzyce, że Salvador Dalí był piłkarzem Rayo Vallecano, a Penderecki stand-uperem. Idźmy dalej. Zamieniliśmy biblioteki i muzea na TikToki, Instagramy i inne Facebooki. Muzyki słucha się przez streamingowe platformy, a nie z płyt. Przeciętność uważamy za geniusz i nowoczesność. Krytykuje się naukę, neguje degradację planety. Rośnie liczba sekt i wyznawców przeróżnej religii, w mediach społecznościowych namawia się ludzi, by robili niebezpieczne i głupie rzeczy, aby zdobyć lajki, a dzięki sztucznej inteligencji twórcze myślenie nie jest już potrzebne. Nieodpowiedzialni i źli ludzie, którzy rządzą planetą są czczeni, głupota staje się coraz bardziej powszechna. W takim świecie żyjemy dzisiaj. To nie żart, chociaż chciałbym, żeby nim był.

Wyniki ostatnich badań sondażowych mówią, że w tym stuleciu jest więcej zespołów, więcej nagrań, więcej stylów i gatunków niż kiedykolwiek wcześniej. Nasycenie rynku jest przeogromne. Dobrze to, czy źle? Paradoks (według badających temat) polega na tym, że wszystko to przyczynia się do intelektualnego obniżenia twórczego potencjału i podąża w kierunku nieodwracalnego „artystycznego, analfabetyzmu wtórnego”. Brzmi katastroficznie…

Dlaczego więc mam pisać i rozmawiać o muzyce skoro praktycznie nikogo to już nie obchodzi..? Normalną rzeczą byłoby dostosowywanie się do tych wszystkich zmian, ale ci z nas, którzy tkwią w tym ciągłym „życiu przeszłością”, nie robią tego dla siebie. Robią to, by zachować kawałek prawdziwej historii dla tej garstki, którą to interesuje. Salvador Dali powiedział kiedyś: „Kawałek śmierdzącego gówna zawsze jest lepszy, niż sztuczny twór.” I to tyle w temacie Marioli, jak śpiewał nieodżałowany Wojciech Młynarski.

6 komentarzy do “Pół żartem, pół serio, czyli ćwiczenia z nostalgii.”

  1. Masz całkowitą rację. Czas Woodstocku (użyłem tej ikonicznej nazwy w charakterze symbolu i z całkowitą premedytacją) to czas pasji tworzenia muzyki i zaistnienia. Setki lokalnych zespołów chciały coś swojego pokazać dla innych, co nie zawsze było takie łatwe. Pamiętam to z autopsji. Gdy świat muzyczny dawał czadu na scenach festiwalowych byłem jeszcze studentem. Pamiętam to wszystko bardzo dobrze. Już wtedy zachwycałem się Pink Floyd czy String Driven Things. Niestety doczekałem smutnych czasów, w których muzyką żądzą managerowie, wytwórnie płytowe, kontrakty a muzykę często ocenia się pod kątem ilości sprzedanych płyt. W tamtych czasach nagranie profesjonalnej płyty często graniczyło z cudem. A gdzie w tym wszystkim jest to co my współcześni słuchamy i się zachwycamy uzbrojeni w super sprzęt, cztery ściany własnego pokoju z filiżanką kawy czy czegoś innego w zasięgu ręki. Gdzie w tym techniczno-ekonomicznym kombinacie produkcyjnym jest zwykła muzyka. Kto nie wsłuchiwał się o północy w audycje Radia Luksemburg ten nie wie wszystkiego. Ja słuchałem.

    1. No właśnie, gdzie w tym wszystkim jest ZWYKŁA muzyka..? Dzięki Janusz za ten komentarz. Jak widać nie jestem sam.

  2. Nie zgadzam się, że w XXI wieku muzyka pozbawiona jest emocji i uroku. Są artyści, szczególnie ci bardziej niszowi, którzy tworzą dźwięki, przy których można się zatracić, wzruszyć, pobudzić wyobraźnię. Każda epoka ma swojego Mozarta, Bacha, czy Chopina. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie przyłożyć ucho. W sumie temat ciekawy i fajnie, że został poruszony.

  3. Jestem czytelnikiem tej strony od bardzo wielu lat. Nie…. nie od samego początku, trafiłem tu może dwa lata po narodzinach RZG. Ale sięgnąłem do wszystkich artykułów, których nie znałem. Niemal wszystkie teksty przeczytałem dwukrotnie, a niektóre nawet częściej. Zwykle zgadzamy się (mniej lub więcej) w ocenach, ale zdarzało się, że czytając przelatywała mi myśl ….matko, co ten Zibi wychwala, przecież to słaba muzyka…. Ale to jest normalne, nie zawsze musimy kroczyć tymi samymi muzycznymi ścieżkami. Były takie płyty, gdzie pełen zachwytu Autor przyznałby pięć gwiazdek w pięciopunktowej skali, a ja pewnie z trudem dałbym dwie. Ale dziś Zbyszku moja zgodność z Twoim wpisem jest stuprocentowa. Z wpisem retrospektywnym, refleksyjnym i co tu ukrywać bardzo smutnym. Ten tekst powinien dziś być obowiązkową lekturą młodych ludzi (ale pokolenie czterdziestolatków też powinno się z nim zapoznać), tyle że większość młodych już tego nie zrozumie. Bo tekst – choć krąży wokół muzyki – jest jednak znacznie głębszym, znacznie bardziej wielowarstwowym spojrzeniem na otaczającą nas rzeczywistość. Przynajmniej ja tak go odbieram. Z pokolenia na pokolenie zaciera się poczucie piękna, estetyki….. do lamusa odchodzi literatura piękna, muzyka klasyczna, że o znajomości malarstwa nawet nie wspomnę. Zastępują je najprymitywniejsze teksty i filmiki w social mediach, epatujące chamstwem, wulgarnością, przemocą. Tak jak chamstwem, wulgarnością i arogancją epatują dziś coraz częściej ulice wielu polskich miast. Coraz bardziej prymitywna muzyka jest tylko częścią postępującej intelektualnej degrengolady. Oczywiście, że w tym natłoku „muzycznego” szamba nadal można znaleźć wartościowe dźwięki, ale problemem jest to, że coraz mniej osób ich szuka.

    1. Miało być pół żartem/pół serio, a wyszło jak wyszło, czyli gorzko. Dziękuję Sławku D. za ten ważny głos w dyskusji. Twój komentarz to uzupełnienie tego skromnego tekstu, który powstał spontanicznie. Po jego napisaniu miałem nawet chwilę zawahania – wcisnąć „enter” i puścić go w świat, czy skasować. Teraz wiem, że wykonałem dobry ruch.

  4. Dzięki Zbyszku. Wszytko co napisaleś jest w punkt. Niestety degradacja intelektualna coraz bardziej przyspiesza.
    Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *