Archeolog muzyczny, czyli kilka słów o sobie.

„PISANIE O MUZYCE JEST JAK TAŃCZENIE ARCHITEKTURY” (Frank Zappa)

Założenie jest proste. Chcę dzielić się radością odkrywania płyt mało znanych, lub w ogóle nieznanych. Ocalić od zapomnienia płyty,  które nie miały w epoce szczęścia by wypłynąć szerzej poza krąg  lokalnej popularności. W pewnym stopniu stało się to moją pasją.  „Jesteś muzycznym archeologiem” – powiedział do mnie jeden z moich bliskich przyjaciół. Stwierdzenie to przypadło mi gustu. Niech będzie ono zatem myślą przewodnią tego bloga.

Fakt – lubię poczuć się jak Indiana Jones wykopując spod powierzchni zakurzone i od dawna zapomniane płyty. Szczególnie te z niesamowitego dla muzyki okresu, czyli z lat 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku. Wydobyć je na światło dzienne z głębi mrocznych zakamarków krypt i podziemnych tuneli. Uwielbiam delektować się nagraniami (niekiedy lichej, bootlegowej jakości) niosące jednak w sobie autentyzm, szczerość i ogromny twórczy potencjał. Swoimi płytowymi znajdźkami chcę się dzielić ze wszystkimi, którzy kochają muzykę bez względu na podziały, gatunki i kraj z którego pochodzą…

Sam pomysł założenie bloga, który nazwałem ROCKOWY ZAWRÓT GŁOWY zrodził się dość niespodziewanie i przypominał znaną sytuację, w której kobieta stojąc przed szafą pełną ubrań krzyczy załamanym głosem „Ja nie mam co na siebie włożyć!” Taki „dylemat” dopada czasem i mnie. Patrząc na regały zapełnione płytami czasem w duchu myślę „Nie mam czego słuchać..!” To oczywiście żart. A tak całkiem serio – przejeżdżając palcem po grzbietach płyt zdarza mi się niekiedy wpatrywać w jakąś okładkę i doznając chwilowego zaniku pamięci sam siebie pytam „Cóż to do licha jest?! Skąd ja to mam?!” A potem ulga, no i olśnienie. Uff, toż to przecież płyta tej legendarnej grupy peruwiańskiej, która po jej nagraniu musiała emigrować z kraju za swe rewolucyjne poglądy…

I to nasunęło mi myśl, aby o tych mało znanych (lub w ogóle nieznanych), zapomnianych przez czas płytach i wykonawcach pisać w tym miejscu. Słowem – ocalić je od zapomnienia, dać im szansę „drugiego życia”. To jest mój priorytet. Zmartwię więc pewnie tych, którzy szukać tu będą klasycznych tytułów spod znaku Pink Floyd, Deep Purple, Led Zeppelin, czy Genesis i ich nie znajdą. W sieci jest tego tak wiele, że nie ma sensu powielać je w tym miejscu. Jeśli ktoś poczuje się zawiedziony – przepraszam…

Nie ukrywam też, że przedstawiane tu płyty darzę ogromnym sentymentem i miłością. Uważam, że warto poświęcić im czas i na  pewno nie będzie to czas stracony. Proszę o wyrozumiałość w momentach, gdy zbyt często używam przymiotników wspaniały, cudowny, fantastyczny itp, itd… Wynika to z mojego emocjonalnego podejścia do muzyki, stąd czasem brak mi słów, by opisać jej piękno. Zresztą nie przypadkiem zacytowałem na samym wstępie Franka Zappę, który idealnie uchwycił czym jest pisanie o muzyce. Wszystkie opisy i oceny płyt są jak najbardziej subiektywne, z którymi niekoniecznie muszą zgadzać się potencjalni Czytelnicy. Jeśli ktoś ma odmienne zdanie może umieścić je w komentarzach, do czego zachęcam i namawiam. Wszak świat byłby szary i ponury, gdyby wszyscy myśleli tak samo. I jeszcze jedno – WSZYSTKIE opisywane tu płyty pochodzą z mojej domowej płytoteki. Ewentualne prośby o przybliżenie jakiegoś konkretnego albumu będzie możliwe tylko wtedy, gdy jest on w moich zbiorach. Uspokajam jednocześnie – krążków wciąż mi przybywa, więc będzie o czym pisać przez długi czas… Miłej lektury!

PS. Na koniec chcę podziękować bliskim mi osobom: żonie Joli, Ewelinie i Pawłowi, oraz Oli i Mateuszowi za dodawanie otuchy i bodźców do tworzenia tego bloga. Bez Was, bez Waszego wsparcia, krytycznych i konstruktywnych uwag to moje pisanie nie miałoby najmniejszego sensu. Dzięki!

Zbigniew „Zibi” Szałankiewicz. (styczeń 2015).

58 myśli w temacie “Archeolog muzyczny, czyli kilka słów o sobie.”

  1. niesamowicie dobry Blog,,chylę czoła,,szkoda że na świecie jest tak niewielu,,wie Pan o co mi chodzi,,Dotychczas szukałem po omacku i intuicyjnie,,głównie na stronce tu:
    http://musicmp3spb.org/search/?Content=FRACTION&category=1
    Teraz wiem czego szukać i dowiedziałem się dużo fajnych informacji na temat kapel które mam w swoim składzie na hdd,dzięki tobie Zbyszku chyba załatwię gramofon,w sumie by mi pasowało bo odsłuch robię i tak na wzmacniaczu lampowym który sam zrobiłem,zresztą zdjęcia mam na facebooku tego ustrojstwa,,widzisz jak idzie piędziesiątka to i człowiek zaczyna wracać do korzeni ,,ja dopiero teraz widzę jakie to były piękne czasy zwłaszcza dla muzyki. Mój guru muzyczny to Alan Parsons Project. Pozdrawiam i życzę zdrówka i wytrwania w swoim żywiole.
    Krzysztof

    1. Dziękuję Ci bardzo za tak miłe słowa.To jeszcze jeden dowód na to, że warto pisać i dzielić się swoją pasją z innymi. Pozdrawiam serdecznie i życzę radosnego odnajdywania nowych wrażeń muzycznych!

  2. Rewelacyjny blog – dziękuję ! Można dzięki Tobie Zbyszku zarazić się w pozytywnym sensie muzyczną pasją, a ilość informacji, które tu zamieszczasz powala na kolana, wzbudza szacunek i podziw. Pozdrawiam serdecznie !

    1. Bardzo mi miło. I cieszę się niezmiernie, że coś co kiedyś miało iść do tzw. „szuflady” jest czytane i jak widzę lubiane! Pozdrawiam!

  3. Witaj Zbych, teraz dopiero odkrylem ( przypadkiem ) Twoja strone. Interesuje sie muzyka od roku 1962, najchetniej slucham muzyke z lat swej mlodosci, rozna. Mam potezne jej zbiory i to moj konik do tej pory. Jesli mozna wiedziec ktory Ty jestes rocznik, bo ja 1948. Pozdrawiam i czekam na odpowiedz.

    1. Witaj Janku! Cieszę się, że trafiłeś na mojego bloga. Mam nadzieję, że będziesz z niego czerpał satysfakcję i radość podczas jego odwiedzania, czego Tobie (i sobie) życzę z całego serca. Muzyką zainteresowałem się, gdy od rodziców dostałem magnetofon szpulowy (ZK 120T) w nagrodę za ukończenie podstawówki. Było to sporo lat temu… W stosunku do Ciebie jestem „małolatem”. Muzyka sprawia, że wciąż czuję się jednak jak dwudziestolatek (ha,ha,ha)… Pozdrawiam!

    1. I ja dziękuję za odwiedzanie bloga, czytanie i słuchanie opisywanej tu (często zapomnianej) muzyki. Pozdrawiam!

    1. Witam serdecznie!
      Cieszę się, że jako bratnia dusza rockowa zaglądasz na moją stronę! I pewnie zdziwisz się, ale znam też Twoją. Łączy nas więc pasja, na której (jak myślę) najwięcej korzystają nasi odbiorcy (czytelnicy). Przecież jest jeszcze tyle wspaniałej, mało znanej, lub w ogóle nieznanej muzyki godnej prezentacji. Życzę Ci dalszych interesujących wpisów licząc jednocześnie na podtrzymanie naszej znajomości.
      Pozdrawiam bardzo serdecznie!

      1. O to bardzo miło:)
        Muzyki tej przez duże M jest mnóstwo, trzeba tylko poszperać, mi tylko jednego szkoda, że jest dużo, dużo świetnej muzyki i wielu ludzi tej muzyki nawet nie pozna. Ostatnio byłem bardzo zdziwiony, gdy rozmawiałem ze znajomą syna {około 30 lat} i wyobraź sobie – ona nie wie kto to Dylan. Przeciez wydawało mi się, że jest parę nazw, które jesli choć trochę sie interesujesz Muzyką to powinno się znać. A może My się już starzejemy i wraz z Nami odejdą nasi idole.
        Bloga masz ciekawego.(moja muzyka) Wczoraj odkryłem i już czytam i czytam. Fajnie !
        Pozdrawiam serdecznie
        Na pewno będę się odzywał.

  4. Zbyszku, fajnie ze kontakt po ponad 20 latach odnowiony. Świetna robota w necie . Wszystko dla prawdziwych fanów muzyki, a nie dla współczesnych dyletantów. Płytki ze swoimi coverami i nie tylko, podeśle tak jak uzgodniliśmy. Pozdrawiam.

    1. Witam Marianku!
      Dzięki, że odnalazłeś mojego bloga w necie. Dużo pisania o muzyce jeszcze przede mną, bo płyt przybywa i grzech nie dzielić się nimi na szerszym forum! Czekam też z ogromną niecierpliwością i wielkim zainteresowaniem na Twoją muzykę. Próbkę jaką dziś usłyszałem podsyciła mi tylko apetyt!
      Pozdrawiam serdecznie!

  5. Muzyki rockowej i okołorockowej słucham od wielu lat 🙂 Mimo, że sam mam ich stosunkowo niewiele. Muzyki, szczególnie tej z lat 60/70′. Niemniej jednak, jestem pod ogromnym wrażeniem tego co zastałem na Pana blogu. Dobrze pamiętam, jak sam jako małolat wyszukiwałem takich muzycznych perełek i „białych kruków”. Oczywiście Pana znajomość „tematu” jest dużo większa od mojej. Chylę czoła, podziwiam, wczytuję się w każdą recenzję i czekam na kolejne. Mam nadzieję, że ta piękna muzyka przetrwa kolejne pokolenia! Pozdrawiam serdecznie

    1. Dziękuję za miłe słowa uznania.
      Też pamiętam jak w młodzieńczym wieku wycinałem artykuły o zespołach, ich zdjęcia i jak bardzo głodny byłem wiedzy o nich. W tym ciągu do owej wiedzy bardzo pomagała mi między innymi radiowa „Trójka” i jej muzyczne audycje. Dzisiaj dostęp do informacji jest o niebo łatwiejszy, żeby nie powiedzieć prosty. Cieszę się więc, że w tak wielkiej sieci globalnej jakim jest internet znalazłeś mój blog i że moje opowieści o grupach, płytach i muzyce sprawiają Ci radość. Moja radość jest tym bardziej większa, gdy mam takiego Czytelnkia jak Ty Damianie!
      Pozdrawiam bardzo serdecznie!

  6. Witaj Zbyszku !
    Niedawno trafiłem na twój blog, a dziś z racji wolnej soboty przejrzałem w całości „płytowe wykopaliska” i doszedłem do wniosku czytając niektóre recenzje, że nadajemy na tych samych falach i kochamy podobną muzykę z zapałem poszukując kolejnych perełek by uzupełnić swoją płytową kolekcję. Wszystkie wydawnictwa o których piszesz są mi znane może z wyjątkiem Edward Bear i Prudence. Pozwolę sobie podrzucić ci parę tytułów których być może nie znasz. Zacznę od swojego ostatniego nabytku wydanego po raz pierwszy na winylu STAGG – SWF SESSION ’74 -pięć kompozycji z fletem, saksofonem, klawiszami. Z kręgu rockowego grania z domieszką jazzu polecam THIRSTY MOON – YOU’LL NEVER COMEBACK / JONESY – NO ALTERNATIVE / SKIN ALLEY – TO PANGHAM AND BEYOND / CREATIVE ROCK – GORILLA /COMA – FINANCIAL TYCOON tych interesujących tytułów jest mnóstwo. Nie wiem dlaczego ale zabrakło mi w twoich recenzjach paru kapel które znaleźć się tu powinny obowiązkowo : ZARATHUSTRA – SAME krautrockowy kiler z 1972 dalej PELL MELL z trzema pierwszymi lp THINK – VARIETY / FRAME – FRAME OF MIND /ELECTRIC SANDWICH – SAME’72 / SPIRIT OF JOHN MORGAN – SAME’69 / MASON – HARBOUR / PETE BROWN & PIBLOKTO – THOUSANDS ON A RAFT /RAW MATERIAL – TIME IS czy duńska klasyka ciężkiego grania MOSES – CHANGES. O rany ! w tym momencie uzmysłowiłem sobie, że jest tego aż tyle więc gdybyś chciał o tym pisać nie robiłbyś w życiu nic innego ! Ja się nie odważyłem. Sorry. Gdybyś jednak chciał skorzystać z mojej wiedzy i zbiorów ( mam też kultowy skrypt Waldemara Korpały i Grzegorza Siwka – Rarytasowy Rock ) polecam się łaskawej pamięci.
    Pozdrawiam
    Leszek

    1. Witaj Leszku!
      Dziękuję za wspaniały wpis! Cieszę się, że „stara” muzyka ma naprawdę ogromną rzeszę oddanych fanów także i w naszych osobach. Zgadzam się z Twoją tezą, że nieodkrytych, zapomnianych i genialnych płyt z lat 60/70 jest cała masa – trzeba ich cierpliwie szukać i udostępniać, by nie zaginęły w niepamięci upływającego czasu. Dziękuję Ci za podpowiedzi i propozycje do Rockowego Zawrotu Głowy. Kilka z nich, których nie znałem zapisałem sobie w notesie. Inne, jak np. Pell Mell, Moses, czy Raw Material czekają cierpliwie w kolejce. Są też płyty na wznowienie których czekam od lat (np. Zarathustra), by poświęcić im post gdyż, jak piszę we wstępie, wszystkie opisywane przeze mnie albumy pochodzą z mojej płytoteki.
      Zaciekawił mnie skrypt Waldemara Korpały i Grzegorza Siwka „Rarytasowy Rock” – czy możesz napisać coś więcej na ten temat..?
      Cieszę się ogromnie, że mam tak wspaniałego Czytelnika w Twojej osobie. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będziemy w kontakcie!
      Pozdrawiam!

  7. Rarytasowy Rock – książka którą napisał wspólnie z lekarzem Grzegorzem Siwkiem zmarły w 2010 roku Waldemar Korpała z zawodu prawnik ,założyciel Klubu Miłośników Hammonda, znawca starego rocka, kolekcjoner płyt i instrumentów. Od 1998 roku krąży ona jako skrypt wśród miłośników starej mało znanej „muzy” bo nigdy nie doczekała się wydania choć hasła z niej jako źródła są nawet w Wikipedii. P. Waldemar prowadził kiedyś coś w rodzaju nieformalnej wypożyczalni płyt w takiej klitce na Puławskiej, tuż przy kawiarni Mokotowianka w Warszawie. Byłem jego klientem. Skrypt do skopiowania dostałem niegdyś od kumpla handlującego cd na Stadionie 10-lecia. Mogę go udostępnić.
    Nie do przecenienia są również zasługi dla propagowania nieznanych „perełek rocka „ właściciela sklepu „Megadisc „ w Warszawie (2001) Jacka Leśniewskiego i cykle artykułów publikowane od połowy lat 90-tych w „ Teraz Rock”. Jego katalogi płytowe z ofertą sklepu krążące wśród zbieraczy stały się inspiracją i kopalnią wiedzy dla wielu pasjonatów muzyki.
    A propos lp Zarathustra to wydanie na Second Battle z 2015 roku na winylu można kupić na Discogsie czy E bayu za ok 30 euro z wysyłką .
    pozdrawiam Leszek

  8. Wspaniała strona!!

    Kocham muzykę i niesamowicie szanuję takich pasjonatów jak ty Zbyszku. Jest tyle niesamowitej muzyki do odkrycia i dobrze mieć takiego przewodnika jak Ty, żeby nie zabłądzić 🙂

    Pozdrawiam serdecznie
    Radek

    1. Jest mi niezmiernie miło, że trafiłeś na mojego bloga. Łączy nas wspólna miłość do muzyki, więc mam nadzieję, że pozostaniesz wiernym czytelnikiem Rockowego Zawrotu Głowy.
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!

  9. Witaj Zbyszku, trafiłem na Twojego bloga i będę tutaj bardzo częstym gościem. Jestem tak jak Ty miłośnikiem starego grania, ogromny szacun za doskonałe teksty, niesamowitą wiedzę, dla wielu miłośników prawdziwej muzy jesteś jak ta llstarni przy wejściu do portu..,,. Serdecznie pozdrawiam Piotr.

    1. Witam Piotrze. Bardzo się cieszę,że mamy wspólne zainteresowania odnośnie muzyki i że spodobał Ci się ten blog. Moja radość jest tym większa, że pozyskałem uważnego i mam nadzieję wiernego Czytelnika. No i rozbroiłeś mnie tą latarnia przy wejściu do portu ? Piękna metafora, za którą dziękuję!
      Pozdrawiam!

  10. Cześć Zbyszku
    Piszę po raz kolejny bo nie wiem czy wiesz że nakładem oficyny In Rock ukazała się książka „W bocznej ulicy historia muzyki niegranej 1968-1976 ” autorstwa Ra’Anan Chelled . Pozycja godna polecenia czytelnikom twojego bloga zwłaszcza tym początkującym choć i zapaleńcy znajdą coś dla siebie.
    „Nieznane ścieżki, nieznane przestrzenie. Przewodnik po niesłusznie zapomnianych zespołach z najpiękniejszego okresu w historii muzyki. Książka dla tych, którzy nie ustają w poszukiwaniu płytowego Świętego Graala”.
    – Marcin Świetlicki, pisarz, poeta, wokalista zespołu Świetliki
    Pozdrawiam

  11. Witaj Zbyszka, ostatnio odkryłem płytę, , Kattvals” szwedzkiej grupy Kvartetten Som Sprangde z 73 r. Powaliła mnie ta muza, jestem ciekaw Twojej opinii, pozdrawiam razem ze wspaniałymi dźwiękami. ….

    1. To jest przepiękny, całkowicie instrumentalny album na bardzo wysokim poziomie. Słuchałem go kiedyś namiętnie całymi tygodniami. I nie wiem czy wiesz, że perkusista Kvartetten Som Sprangde, Rune Carlsson grała na początku lat 60-tych w zespole naszego Krzysztofa Komedy… Cieszę się, że trafiłeś na ten cudowny album wart polecenia każdemu miłośnikowi nie tylko starych brzmień! A co do skandynawskiej muzyki – najbliższy post poświęcam trzem zespołom z tego zakątka Europy. Tekst już wkrótce w Rockowym Zawrocie Głowy, więc bądź czujny ?
      Pozdrawiam!

  12. Witam fajny blog można się dowiedzieć ciekawych rzeczy sam jestem fanem muzyki również zbieram płyty co do zespołów słucham klimatów różnych to zależy od dnia na co człowiek ma ochotę, aczkolwiek stronie od metalu bardziej siedzę w roku progresywnym aczkolwiek nie pogardzę takimi kapelami jak
    Budgie,Bad Company ostatnio zakupiłem płytę bardzo ciekawego zespołu zapomnianego zapewne mało kto o nich słyszał Il Balletto di Bronzo zespół z Neapolu założony w 1966 mam w domu ich druga płytę Il Balletto Di Bronzo — Ys chciałem spytać co pan sadzi o tym zespole z góry dziękuje za odpowiedź i pozdrawiam.

    1. „Ys” to jeden z najgenialniejszych albumów rocka progresywnego. Dzieło bezbłędne, choć nie dla każdego. O grupie pisałem w marcu 2016 w poście zatytułowanym „Rockowa włoszczyzna” (odszukasz go z łatwością wpisując ten tytuł w ramce po lewej stronie z napisem „szukaj”). Bardzo lubię włoski rock progresywny, który dość często u mnie gości. Cieszę się Łukaszu, że trafiłeś na mojego bloga. Życzę Ci byś za jego pomocą odkrywał nieznane zespoły i ich doskonałe płyty. ?
      Pozdrawiam!

  13. Witam Zbyszku. Przeanalizowałem pobieżnie cały Twój dorobek na tym blogu i stwierdzam, że wykonałeś kawał dobrej roboty. Większość płyt mam, ale najbardziej cieszą mnie recenzje tych, których nie znałem, bo wiem, że warto po nie sięgnąć. Początkowo myślałem, żeby napisać Ci co jeszcze powinieneś wziąć na warsztat, ale przecież bardziej zależy mi żebyś pisał o nieznanych mi rarytasach, które chętnie kupię, niż o płytach, które stoją u mnie na półce. Ale… na początku lat 80-tych działała w Polsce dobra progresywna grupa, która za życia nie wydała płyty. Dopiero w 2006 roku ktoś zebrał ich radiowe nagrania i wydał dwa CD. Zawartość pierwszego z nich, a zwłaszcza utwory instrumentalne to moim zdaniem rewelacja. Jestem ciekaw czy znasz ten zespół i co o nim sądzisz.

    1. Witaj Fanie!
      Szkoda, że nie podałeś nazwy zespołu, o którym wspominasz. Czy chodzi może o pochodzącą z Gdańska grupę Cytrus..? ?

  14. Tak. Ich muzyka bardzo przypomina mi uwielbianych prze ze mnie Junipher Greene i dlatego mogę mieć nieco skrzywiony i mało obiektywny obraz sytuacji. Recenzent Tylko Rocka dał płycie ocenę 3/5. Jednak gdy zaprezentowałem kilku fanom klasycznego rocka Cytrus, byli zachwyceni. Ciekaw jestem Twojej opinii.

  15. Świetna robota ten blog. ..gratuluję cęzkiej pracy i pozdrawiam!

    Zastanawiam się czy kiedyś pojawią się recenzje takich grup jak Bloodrock, Lee Pickens Group, hiszpański The Storm, szwedzka Saga, duński System, Totty czy angielski Steel (znakomita płyta z 1971)?

    1. Dzięki za pochwałę i uznanie!?
      Co do Twoich propozycji: Bloodrock będzie (czeka w kolejce więc się doczekasz), hiszpański The Storm był (szukaj wpis pt. „Rockowa corrida z Hiszpanii”). Pozostałe płyty pojawią się jeśli tylko trafią na moją półkę!
      Życzę dalszego odkrywania „starej, ale jarej” muzyki ?
      Pozdrawiam!

    2. Wciąż czekam na opisane wyżej pozycje, moze kiedyś….
      Przeglądałem uważnie bloga kilka razy i poza Trees brakuje mi zapomnianych diamentów brytyjskiego folk rocka… Spriguns z Mandy Morton, Loudest Whisper, Fuchsia, The Bothy Band, Spud, Fresh Maggots, Mr Fox, Daylight, Stained Glass, Dando Shaft, Anne Briggs… Nie ma nawet Lindisfarne i Magna Carta.

      Gdzieś tam wspomniane raz imię Shelagh McDonald – prawdziwego fenomenu, który przeleciał jak kometa i zniknął…

      Nie przepada Pan za folk-rockiem czy nie ma w swojej kolekcji?

      pozdrawiam

      1. Może zacznę od końcowego pytania, na które odpowiem krótko: Uwielbiam folk rocka!. Niestety w naszym kraju nie cieszy się on zbyt dużą popularnością, a szkoda. Nie jest prawdą, że na blogu pojawił się tylko wpis o grupie Trees. Nie tak dawno (4 lutego br. ) pisałem o Mellow Candle, wcześniej (5 listopada ub. roku) o debiutanckiej płycie Comus… Pewnie dla fana muzyki folk to kropla w morzu potrzeb, ale staram się jak mogę ? Tym bardziej, że mam kilka pozycji, które czekają w kolejce. No i będzie też Lindisfarne i Magna Carta i Fuchsia… A więc trochę cierpliwości.
        Liczę na wyrozumiałość.
        Pozdrawiam!

      2. Serdecznie dziękuję i niecierpliwie czekam.

        Co do Mellow Candle, ja ich nie postrzegam w kategoriach folk-rocka. Takie psychodeliczne granie bez charakteru, .za dużo progresu, a za mało folku.
        Przy Comus natomiast zamiast się rozluźnić i rozmarzyć jak to przy folk-rocku, to mam dreszcze jakieś…

  16. Witam ponownie. Przyznaję, że ostatnio dużo czytam Twojego bloga, notując co jeszcze warto zakupić, bo takie rekomendacje bardziej cenię niż te od sprzedawcy w sklepie płytowym. Lista jest już dość pokaźna i ciągle się powiększa. Te najbardziej znane i uznane od lat płyty to już mam i Ty je właściwie wszystkie opisałeś. I tak z mojego punktu widzenia to brakuje mi wzmianki o dwóch grupach i to właściwie z samego topu : East of Eden i Out of Focus. Ktoś z przedmówców napisał, że ” dla wielbicieli muzy jesteś jak latarnia u wejścia do portu” Myślę, że to jednak zobowiązanie i tak fantastyczne grupy czekają na odkrycie.

      1. Mega atrakcyjny Blog! Przypomniały mi się czasy, kiedy czytało się z wypiekami na twarzy artykuły Pana Jacka Leśniewskiego w Tylko Rock. Tak trzymać!

        1. Dziękuję Piotrze!
          Miło, że podoba Ci się Rockowy Zawrót Głowy i mam nadzieję, że będziesz tu zaglądał częściej. A tak przy okazji – czytanie „Tylko Rocka” zawsze zaczynałem od artykułów Jacka Leśniewskiego, który zaraził mnie do archeologicznych poszukiwań nieznanej muzyki rockowej.
          Pozdrawiam!

    1. Witam Tommy!
      Dzięki za miłe słowa.
      Przejrzałem Twojego bloga i już mam go w zakładkach ? Będę go z przyjemnością odwiedzał.
      Pozdrawiam!

  17. Znakomity blog ! Wracam do niego stale w wolnych chwilach .Kopalnia wiedzy którą ciężko znaleźć nie mając odpowiednich „dojść „. 🙂

    1. Witam serdecznie.
      Cieszę się, że mam nową Czytelniczkę chcącą poznawać i odkrywać mało znaną muzykę sprzed lat. ?
      Pozdrawiam!

  18. Odkrylem przypadkiem i co buduje to wiesc ze nie jestem sam. (Stalingrad idziemy z odsiecza) Popelnilem juz jeden wpis o czyms co zna tylko autor dziela Andwellas Dream…. Nooce przy radiu a chlpaki kopali pilke za oknem…. Rece na klawiszu zapis a potem do rana sluchanie… Wiecczory plytowe, Romantycy muzyki rockowej, Rozne audycje tylkokaset bylomalo. W koncu dziadek widzac moja pasje sprawil mi na gwiazdke gramofon – dzieki zaprzyjaznionen pani ze sklepu RTV. To bylo przejscie na vinyle, jakby czlowiek wyszedl z burdelu i zobaczyl ze sa jeszcze kobiety niezdeprawowane (ah ta iluzja). I zaczelo sie od rodzimego rocka, wagary zeby kupic plyte (obnizona ze sprawowania} ale miialem i Lady Pank jedynke, przeplacona ale za to z trzepaczka w reku udawalem Borysewicza przed lustrem i leciala Kryzysowa Narzeczona itp… A potem Republika nieustanne tango… Codziennie i nawet plyty nie chowalem bo po co. SP Grzegorz and co osiagneli apogeum. Tak sobie zylem ale nagle na skutek kilku artykulow naszych i nie zobaczylem nazwy ktore nie mowily mi nic. Teraz mowia wiele ale zglebianie tematu to przygoda. J RZEWUSKI pisal o nieznanych wykonawcach w Magazynie Muzycznym, audycje Tomka Szachowskiego i przyszpanuje – angielski Record Collector a potem artykuly Jacka Lesniewskiego, fanatyka acz kontrowersyjnego muzy zapomnianej wemgle prostoty… Potem wiecekasy na muze niz ciuchy i artystycznie duhowo super ale dziewczyny… Kup koszulke Nike a ja wolalem australijczykow z Buffalo albo Amon Dull… Nawet okrzyk – za twe oczy zielone nie pomogl. I tak starzy rockmani sa a panny laza dyskotekowo. I to tak w skrocie…. JESTEM I CZYTAM I SZACUNEK DLA TWORCY DZIELA.

    1. Oj tak – wspomnienia są piękne, trzeba je pielęgnować i trzymać w pudełku z napisem „Pamiętam!”. Bardzo osobisty i piękny wpis. Też siedziałem po nocach słuchając radia, nagrywałem audycje, wydawałem całe pensje na kupno oryginalnych płyt. Czasy się zmieniły, muzyka się zmieniła, ale miłość do niej nie. I tak już zostanie. Dziękuję!
      Pozdrawiam!

  19. WIELKI SZACUNEK-śmiało mogę określić się weteranem bo w tej muzie jestem od 1976r ale to była najpierw fascynacja pojedyńczymi utworami na szpulaku ZK140T często z radiowej trójki i dwójki a wiadomości z dostępnej prasy: Razem, Na Przełaj, Jazz i trudnodostępnego Bravo. Z upływem czasu i lat przerodziło się to w moją pasję-manię w okazałej kolekcji kilkuset CD (regał tylko trochę mniejszy niż u Pana) i opierałem się na szarpanych informacjach a tu proszę taki prezent-PODZIW. Wczytując się w Pana bloga czasami z dumą podnoszę głowę, że taka pozycja jest w mojej kolekcji ale wiadomości o niej były skromne a teraz te luki się wypełniły i uzupełniły o bogate nie wyczerpane żródła o grup o których istnieniu nawet mi się nie śniło. Osobiście mile bym widział Pana wiedzę wydaną w formie książek bo w jednej trudno jest zamknąć tyle informacji. Jeszcze raz WIELKIE DZIĘKI i PODZIW.

    1. Bardzo dziękuję i cieszę się, że w jakiś sposób przyczyniam się do poszerzenia wiedzy o płytach zespołów, które już stoją na półkach.
      Pozdrawiam.

  20. DZIEŃ DOBRY- Wielki szacunek dla wiedzy jaką Pan posiada ale o tym pisałem już w opinii. Proszę o pomoc chodzi o amerykańską grupę CRISTOPHER jedna z płytą „Christopher” wyd w 1970 i co do tej to znalazłem, że powst. w Houston w 1968r. na podwalinach UNITED GAS i pracę nad mat. na płyte zaczęła na początku 1969, którą przerwano z uwagi na kłopoty z perkusistą TULL Douga póżniejszego członka JOSEPHUS. Natomiast o grupie CHRISTOPHER z płytą „What`cha Gonna Do?-1969r prawie nic nie znalazłem skąd pochodzą i kiedy powstali. Jedna inform. zawiera wręcz moim błędną wzmiankę, że to ten sam zespół wymieniając muzyków z Houston. Do składu dokopałem się na tylnej stronie vinyla ale to z fotki i nic więcej. Jak nie będzie to kłopotem to PROSZĘ o kilka zdań. DZIĘKUJĘ i POZDRAWIAM Sławek z Lidzbarka Warmińskiego

    1. Witam Sławku!
      Faktycznie, w tym samym czasie działały w Stanach dwa zespoły o tej samej nazwie – jeden z Houston (z płytą „Christopher”) i drugi, o który pytasz, z Południowej Karoliny. Obie grupy działały niezależnie od siebie i pewnie jedna o drugiej nic nie wiedziała. Kilka słów więc o tej drugiej, bo widzę, że bardzo Cię zainteresowała.
      Zespół powstał w maju 1968 roku pod nazwą Jonathan Hooker Manuscript, a stworzyli go studenci tamtejszego University Of South Carolina pod wodzą perkusisty Gary Lucasa. Miesiąc później zmienili nazwę na CHRISTOPHER, ze względu na współpracę z tamtejszą strażą pożarną, która w swym herbie miała wizerunek Św. Krzysztofa. W dniach 22-23 lipca 1969 roku w Arthur Smith Studios w Charlotte muzycy nagrali i wytłoczyli płytę „What’cha Gonna To Do?” aby wykorzystać ją jako demo. Jej nakład to zaledwie 99 kopii i dziś jest wielkim rarytasem i łakomym kąskiem płytowych kolekcjonerów. Na internetowych giełdach pojawia się baaardzo rzadko – ostatnio jedna z niewielu zachowanych do dziś oryginalnych kopii została sprzedana „na pniu” za 4 tys. dolarów! Mimo, że grupa traktowała ją jako demo całość brzmi wręcz profesjonalnie. Muzycznie album jest mieszanką psychodelicznego rocka, blues rocka, o ciężkim, psychodelicznym brzmieniu. Otwiera go długi 12-minutowy utwór tytułowy, który jest prawdziwym bluesowym rockerem. Oprócz tego zabójczego numeru podobają mi się także „Death Song”, „Fugue”, „Modern Day Oracles” i zamykający całość „Day of Sunshine”, które są naprawdę solidnymi utworami.
      Ponoć jedna z poważnych teksańskich wytwórni amerykańskich namawiała zespół na wspólną trasę ze Steve Miller Band obiecując przy tym pomoc w wydaniu płyty, ale po przemyśleniach muzycy stwierdzili, że najpierw skończą studia, które w tym czasie były dla nich priorytetem. Tak oto w skrócie wygląda historia zespołu, w którym oprócz Gary Lucasa grali: Frank Smoak (gitara, śpiew), Steve Nagle (gitara rytmiczna, śpiew), Bill McKee (bas, śpiew).
      Mam nadzieję, że w pewnym stopniu zaspokoiłem Twój głód wiedzy o grupie CHRISTOPHER z Południowej Karoliny. ?
      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *