IRON MAIDEN „Maiden Voyage” (1970)

Na długo przed tym, nim Steve Harris utworzył jeden z najwybitniejszy i najpopularniejszy zespołów heavymetalowy w historii w małym miasteczku Basilden w hrabstwie Essex czterech młodzieńców latem 1968 roku powołało do życia grupę o nazwie IRON MAIDEN, z którą wspomniany wyżej Harris kompletnie nie miał nic wspólnego.

Wszystko zaczęło się dwa lata wcześniej, kiedy w miejscowej szkole wystąpił zespół Cream. Koncert wywarł na nich ogromne wrażenie i to wówczas zakiełkowała w nich myśl, aby założyć zespół, który grałby podobną muzykę. Zafascynowani bluesem, jako Stevensons Blues Departament, już rok później regularnie otwierali koncerty Jethro Tull i Fleetwood Mac. Wkrótce zmienili nazwę na Bum i dołączyli do King Crimson w ich trasie koncertowej po północnej Anglii.

Ta niewinna z pozoru jak wydawać by się mogło nazwa zespołu (ang. „bum” znaczy pośladki, tyłek) przysporzyła im sporo kłopotów. Promotorzy koncertów i właściciele sal nie chcieli umieszczać ich nazwy na afiszach i plakatach, uważając ją za zbyt śmiałą, a nawet obraźliwą. No cóż, konserwatywna  Anglia nie wiedziała jeszcze, że dekadę później za sprawą rewolucji punk rockowej wszelkie normy i świętości zostaną przewrócone do góry nogami i takie słowo jak „bum” będzie jednym z najłagodniejszych w ustach zbuntowanej młodzieży. Zdecydowali więc, że od tej pory nazywać się będą IRON MAIDEN (Żelazna Dziewica).

Zafascynowani koncertem Led Zeppelin i ich debiutanckim albumem tworzą własne kawałki zabarwiając je w warstwie tekstowej odrobiną okultyzmu i czarnej magii, które publiczność na ich występach przyjmuje entuzjastycznie. Zauważają to szefowie firmy płytowej Gemini i podpisują z nimi kontrakt, a zaraz po tym ukazuje się  pierwszy (jak się później okaże, jedyny) singiel  IRON MAIDEN zatytułowany „Falling”/”Ned Kelly”.

Ze względu na to, że „Falling” trwa ponad sześć minut, wytwórnia chcąc ocalić utwór w całości starała się wydać go na singlu z prędkością 33 i 1/3 obrotów na minutę (standardowa prędkość dużej płyty). Byłby to pierwszy taki przypadek w historii fonografii! Niestety pomysł nie wypalił. Okazało się, że wszystkie szafy grające na świecie odtwarzają single na 45 obrotów. Tak więc „Falling” został skrócony do standardowych trzech minut.

Po wydaniu singla, niespodziewanie dla wszystkich grupę opuścili basista i gitarzysta zasilając inne, konkurencyjne zespoły. Decyzja była szokiem dla pozostałej dwójki muzyków . „Jakbyśmy dostali cios w samo serce” – powiedzieli w jednym z wywiadów. To był szok również dla wytwórni płytowej, która zainwestowała pieniądze na niemal już ukończony album, który zatytułowano „Maiden Voyage”. Gemini postanowiła wstrzymać jego wydanie na czas bliżej nieokreślony licząc, że muzycy dojdą do porozumienia. Nie doszli… Dopiero w 2012 r. firma Rise Above  Relics wydała go po raz pierwszy na CD pod nieco zmienioną nazwą THE ORIGINAL IRON MAIDEN. Czterdzieści dwa lata od jego nagrania! Warto było jednak czekać, tym bardziej, że materiał jest nagrany z oryginalnych taśm matki i  brzmi rewelacyjnie!!!

THE ORGINAL IRON MAIDEN - "Maiden Voyage"
THE ORGINAL IRON MAIDEN – „Maiden Voyage”

Już otwierający album „God Of Darkness” zapowiada, że mamy do czynienia z płytą z najwyższej półki, tym bardziej, że jest to pierwszy w historii muzyki rockowej utwór doom metalowy, jeszcze przed debiutem Black Sabbath! Czadowy, ciężki, „demoniczny” mocarz!

Następnie grupa zapuszcza się w rejony dziś już klasycznego hard rocka a la Led Zeppelin z kapitalnie współpracującą ze sobą sekcją rytmiczną i odjazdową gitarą. Muzycy mieszają ze swobodą także inne gatunki muzyczne jak psychodelię, folk i blues. Do moich ulubionych kawałków z tej płyty (aczkolwiek wszystkie kompozycje są na bardzo wysokim poziomie)  należy „Plague”: dwanaście minut rozimprowizowanej, kapitalnej jazdy zahaczający o rejony jazz-rocka i pokazującej jak wielki potencjał twórczy drzemał w tym zespole. Do tego produkcja jak na tamte czasy była znakomita. Miód na uszy.

Zanim IRON MAIDEN wypłynął w swój nomen omen dziewiczy rejs („Maiden Voyager„) już zatonął – co zresztą alegorycznie ilustruje  okładka płyty. Śmiem twierdzić, że ten zespół mógłby zaistnieć w historii muzyki rockowej i namieszać na niej przez długie lata. Tak jak kilka lat później namieszał na niej inny heavy metalowy zespół  o tej samej nazwie. Ten, który w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia 1978 roku powołał do życia basista Steve Harris. Ale to już inna historia…

3 komentarze do “IRON MAIDEN „Maiden Voyage” (1970)”

    1. Nie dawno trafiłem na twojego bloga i sporo muzyki stąd nie słyszałem nigdy nawet z nazwy, lecz ja interpretuję się głównie Polską muzyką z „lat minionych”. Szukając informacji natknąłem się na discogs na takie wydawnictwo, https://www.discogs.com/Iron-Maiden-Maiden-Voyage/master/469892
      które ukazało się 14 lat wcześniej niż te, które opisujesz, czyli jednak któs wcześniej się wziął za ten materiał.

      1. Parę lat temu natrafiłem na blogera, który pisał o muzyce zza „żelaznej kurtyny”. Wśród nich były także polskie płyty z przełomu lat 60/70 (m.in. ROMUALD & ROMAN, NURT, APOKALIPSA (tu totalnie mnie zaskoczył), KWADRAT…). I nie byłaby to może aż tak wielka sensacja, gdyby nie to, że gość pochodził z… Peru! Strona „discogs”, której link podesłałeś jest bardzo pomocna wszystkim tym fanom, którzy zbierają informacje o płytach, dacie wydania, wznowieniach na CD i winylach, numerach katalogowych, składach zespołu etc, etc… I choć nie ma tam historii grup, ani recenzji płyt chwała, że taka stronka istnieje.
        Liczę, że będziesz zaglądał częściej na stronę Rockowego Zawrotu Głowy, (w której nie omijam też „starego ” polskiego rocka) i mam nadzieję, że jako fan muzyki będziesz czerpał z tego samą radość – czego Tobie i sobie życzę z całego serca.
        Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.